Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

niedziela, 13 maja 2012

I dlatego nie mam zamiaru zrobić domówki

Zastanawiałem się jaki tytuł nadać tej notce, ale chyba ten będzie najodpowiedniejszy.

Szanowni Państwo,
Wczorajszy koktajl był naprawdę niecodzienny, chociaż nie wiem czy nazwa shake nie byłaby bardziej adekwatna. Wiele osób będzie miało niezapomniane wspomnienia, wiele też tych wspomnień nie będzie pamiętać, ale zapewne nie jedna osoba będzie zdziwiona jak się obudzi.

Podobnie jak na urodzinach prawniczki, także i tym razem udałem się do jednego z popularnych dyskontów spożywczych, aby zakupić jakiś napój, by móc toast za Jubilata wznieść. Ja muszę naprawdę młodo wyglądać, bo znowu zostałem poproszony o dowód.  Tym razem obyło się bez komentarza mojego wieku. Zaistniałą sytuacją tak się poruszyłem, że zawiadomiłem zastępcę kierownika sklepu, że ponownie pytają mnie o dokument potwierdzający że nie tylko urody przecudnej jestem (bo to widać przecież xD) ale że już kilka lat z taką urodą żyję i mam się dobrze. Jak przyjechałem do Jubilata to zamiast życzeń oznajmiłem mu: Tobie latka lecą, a mnie o dowód nadal proszą xD

Koktajl-party przebiegało całkiem sprawnie. Przyszło wystarczająco dużo osób, abyśmy się nie nudzili. Większość z naszego roku oraz część ekipy sylwestrowej. Do drinków serwowane były pospolite suche zakąski w postaci chipsów, prażynek i krakersów. Zamiast tortu urodzinowego było ciasto z migdałami. Ale obowiązkowe Sto lat z kilkoma zwrotkami być musiało. Playlistą jak zawsze zajęła się prawniczka, więc nie zabrakło naszych ulubionych hitów, w tym Murzyna na łódce tańczącego kuduro. Jednak i tak ostatnio namber łan jest Globalnie.
Rafał: Mery chcesz prażynkę??
Mery: Mam Ci jeśli z ręki??
Jubilat: Chcesz ją karmić??
Rafał: Tuczyć.
Jubilat: Nie wiedziałem, że lubisz puszyste.
Rafał: Eliminuję konkurencję xD

Impreza rozkręcała się coraz bardziej. Kolejne Sto lat, kolejny toast, kolejny drink. Nigdy bym nie przypuszczał, ze taki 40ml kieliszek jest złożony z tylu niewielkich elementów. Jedna z koleżanek chciała pójść w miasto na jakąś potańczówkę, ale mu nie mieliśmy zamiaru nigdzie się ruszać. A przynajmniej tak nam się wydawało...

Koło 1 mieliśmy niespodziewanych gości. Dostaliśmy ultimatum, że albo wychodzimy, albo mieszkańcy dostają po mandacie. Jakoś przez 3 lata ani razu sąsiedzi się nie skarżyli na hałas, a nagle im się dziś zachciało. Wystarczyło przyjść do nas, zapukać, grzecznie zwrócić uwagę, a nie od razu policję nasyłać. My jesteśmy ludźmi dialogu i być może ktoś by się przejął ich skargami. Nasza miejscowa prawniczka nie bardzo się nadawała, aby wyjść na wokandę i walczyć o nasze prawa :]

Zabawa przeniosła się plener. Za radą stróżów prawa  na wały poszliśmy (Ładna pogoda jest to sobie zróbcie imprezkę w plenerze),  po drodze zaliczając stację benzynową, aby paliwa trochę zakupić. Oczywiście po bożemu przechodziliśmy na zielonym świetle. Zabawa robiła się dokładnie taka jak to było na początku studiów.

Łapy, łapy, cztery łapy xD

Przybiliśmy na wały, usiedliśmy w pobliżu mostów Warszawskich co by mieć ładny widoczek. Z drugiej strony księżyc nieudolnie próbował nam przyświecać z zza jakieś chmurki. Jeden z gości postanowił się popisać jak to on świetnie pływa. Nie docierały głosy, że to nie jest odpowiedni stan i pora na kąpiele w Odrze. Ani prośbą, ani groźbą nie dał się przekonać żeby na brzegu pozostać. Na szczęście płytko było i do nieszczęścia nie doszło. Jak wyszedł z wody i się ubrał to go pokarało i chłopak stracił równowagę i w ubraniu wpadł do wody. Masz za swoje chciałoby się powiedzieć. Komórka jednak nadal działa, bo próbował dzwonić po taksówkę, albo pogotowie wodne.
To ja nawet w lecie, kiedy jest gorąco na tej szerokości geograficznej od zbiorników wodnych stronię, a w połowie maja to już w ogóle mi nie w głowie aby pływać żabką w Odrze.

Mokre zabawy były zaliczone, to czas na zabawy na lądzie. Inny kolega nie chciał się za bardzo dać upilnować i siedzieć grzecznie na zielonej trawce. Za to chciał się chyba pobawić w berka i  zaczął nam uciekać wpadając w jakieś pokrzywy. W końcu we 3 przytargaliśmy go do naszego obozowiska. Nawet chcieliśmy go ułożyć w pozycji bezpiecznej, ale się uparł że woli leżeć na plecach.

Koło 3 pogoda postanowiła się załamać i zaczął padać deszcz. Pozbieraliśmy nasze śmieci i kolegów. Podzieliśmy się na dwie grupy. Jedni mieli jednego odprowadzić do domu, a ja z Jubilatem i z drugim kolegą do mieszkania Jubilata. Trwało trochę zanim się dowlekliśmy do bramy, a później do windy jeszcze.

Ułożyliśmy ostatecznie kolegę na materacu i podstawiliśmy mu pod głowę wiadro... tak profilaktycznie xD Szczęśliwie zdążyliśmy do domu przyjść zanim na dobre się rozpadało. Skoro sytuacja była ogarnięta dalej jeszcze zaczęliśmy imprezować. Odśpiewaliśmy uroczyście Mydełko Fa i po raz kolejny Globalnie. Do naszego koktajlu dolaliśmy sobie gin z tonikiem i zagryzaliśmy urodzinowym ciastem.Jubilat stwierdził, że co roku na urodzinach coś go zaskakuje :]

Prawniczka mnie do łóżka chciała zaciągnąć i bardzo nalegała, abym nocował u nich. Niestety tym razem byłem osobą nadprogramową i nie chciałem zajmować jej połowy łóżka. Ku jej niezadowoleniu nie przespałem się z nią (może z obawy, żeby później jakiegoś paragrafu na mnie nie znalazła:P), ale na odchodne dostałem pomarańczową parasolkę i wychodząc podśpiewywałem sobie Taniec Kuduro. Na Ruhannę z jej Umbrellą nie miałem ochoty. A jak radio włączyłem to co oczywiście poleciało?? Globanie xD

I właśnie dlatego nie mam zamiaru zrobić domówki. W klubie jak ktoś odpada z imprezy to ochroniarz pozbiera delikwenta i pokaże mu drzwi wyjściowe, a gospodarz nawet nie zauważy i może się spokojnie bawić, o ile wcześniej jemu ochroniarz drzwi nie pokazał.

10 komentarzy:

  1. pierwsza najgłówniejsiejsza zasada domówek: na domówki się chodzi, a nie je organizuje (z powodów wielu, jeden wymieniłeś, drugi to chociażby taki obrazek z demotów - wszystkie powierzchnie płaskie zasypane śmieciami i to właściciel musi je posprzątać:P, trzeci to problemy z sąsiadami, tez wymienione przez Ciebie - spadają na nikogo innego, a na właściciela).
    To grubo było:) i niech mi ktoś powie, że medycy to tylko w książkach siedzą^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Punkt nr 2 jest dla mnie tak oczywisty, że nawet nie miałem zamiaru jemu czasu poświęcać. Chociaż jak ma się zmywarkę to nie jest tak strasznie, a i ostatnio ja pomagałem sprzątać.

      Usuń
  2. medycy chyba w szczególności mają co odreagowywać, dlatego imprezy są jak najbardziej wskazane. później wiedza lepiej wchodzi :P na kacu oczywiście, kiedy termin goni termin, a czasu coraz mniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Później wiedza to już musi koniecznie wejść, bo czasu ni ma xD

      Usuń
  3. 'Pozbieraliśmy nasze śmieci i kolegów'
    Piękne! Priorytety to podstawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim skupiliśmy się na śmieciach xD
      Jak już trochę odeszliśmy to zapobiegawczo się obejrzeliśmy za siebie, aby przypadkiem ktoś niezauważony wcześniej nie został. Słowne sprawdzanie obecności nie wchodziło w grę, bo nie każdy był w stanie powiedzieć 'jestem' xD

      Usuń
  4. (: A ja lubię domówki, nawet organizować. Zapraszam przyjaciół na wieś, na moje małe odludzie i niech się dzieje co chce. Do sąsiadów daleko więc nikt nam nie przeszkadza, można krzyczeć, śpiewać, skakać itp.:D Przez podwórko przepływa rzeka i to może stanowić pewne zagrożenie dla uczestników...póki co ofiar nie było./pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co innego domówka w domku na wsi, a co innego w bloku na 5 piętrze. Przerabialiśmy już wchodzę do sąsiadów przez balkon, jak też wchodzenie z balkonu do kuchni przez okno (i to także na 5 piętrze). Tak więc fantazja studentów nie zna granic. Bogu dziękować, że ja z tych spokojnych co tylko biegają i skaczą, a nie uprawiają sporty ekstremalne :]

      Usuń
    2. Hehe, wiem w czym rzecz...będąc na imprezie w "falowcu" zaszłam w jakieś dziwne miejsce i o jakiejś nieprzyzwoitej porze dobijałam się do czyichś drzwi:P, na szczęście mieszkali tam studenci i byli wyrozumiali:)

      Usuń
  5. czytam, czytam, patrze patrzę, widzę wały i mosty warszawskie myślę sobie; kurcze Wrocław, gdzie ten Erjota studiuje? kurcze nie pamiętam! Patrzę i czytam dalej, Odra! Myślę sobie: Brawo Ruda, Wro masz ciągle w głowie.


    My na początku semestru świętowaliśmy zdanie egzaminu z chemii przez kolegę i też panowie policjanci wpadli... o godzinie 22:15.
    A że weterynaria bawi się szybko, mocno i ostro, to świętujący byli w wstanie bardzo nietrzeźwym, a rozmowa z policjantami skończyła się mandatem. Może to przez to, że kolega ich na herbatkę zapraszał swoim mocno zapijaczonym głosem?

    ^^

    OdpowiedzUsuń