Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

wtorek, 1 maja 2012

Stare dobre czasy

Jak wczoraj wspomniałem, miała być impreza w plenerze, no i była. Najpierw w promieniach wiosennego słońca siedzieliśmy nad Odrą popijając Desperadosa, później po szybkiej kolacji wpadliśmy na chwilę na Rynek, po czym ponownie wróciliśmy w plener- tym razem do parku koło akademików (pani portierka nadal mnie pamięta ze sławnej imprezy w październiku i nadal twierdzi, że mam zakaz wstępu do budynku:P).

Popijając z moim dobrym kolegą dobre wino z zagranicy (nie tanie wino:P) doszliśmy do wniosku, że nasz czas już się kończy (jakkolwiek to brzmi:P). Pierwszy rok z jednej strony wydaje nam się tam odległą przeszłością, a z drugiej strony te wspólne 6 lat minęło nadzwyczajnie szybko. Cała nasza grupa się zmieniła przez ten czas. Już nie ma takich imprez jak kiedyś, kiedy to wszyscy razem oblewaliśmy każdą kartkówkę czy kolokwium. Już nie mamy miejscówki pod Uniwerkiem Przyrodniczym, gdzie do chłopaków można było o każdej porze dnia i nocy wpaść i rozkręcić imprezę. Już nie ma niespodziewanych imprez urodzinowych, kiedy to wchodziliśmy przez balkon do solenizantki. Już nie ma spotkań Bractwa Alpha 2,3 przy Pierestrojce na trzepaku za Empikiem.

Stare dobre czasy były, minęły i już nie wrócą...

Z jednej strony zazdroszczę tym co dopiero zaczynają studia. To jest naprawdę najlepszy okres w życiu, który trzeba koniecznie wykorzystać jak tylko się da. Ale z drugiej strony cieszę się, że to koniec. Jednak mam też dość swojej grupy. Zastanawiając się z kim chciałbym utrzymywać w przyszłości większy kontakt to się okazuje, że wcale tych osób za dużo nie ma.

Dobra, mieliśmy chwilowy przypływ szczerości:P Wróćmy do przeżywania majówki xD Idę na imprezę xD

35 komentarzy:

  1. Ahhhh... :) Tak, tak, właśnie tak, jak napisałeś --- chwilo trwaj ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja z chęcią cofnąłbym czas do pierwszego roku studiów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w sumie też :)) ale niekoniecznie chciałbym o niektórych osobach wiedzieć tyle i ile wiem po 6ciu latach :]

      Usuń
  3. Zrobiło się refleksyjnie. W sumie mam tak samo, z tym że ja właśnie skończyłam liceum. Ze wzruszeniem wspominam 3 lata, ale raczej nie chciałbym ich powtarzać. Zważywszy na specyfikę mojego liceum. W związku z tym mam do ciebie pytanie, odnośnie AM we Wrocławiu, jak oceniasz tą uczelnię? W ogóle lekarski, jako kierunek, zdecydowałbyś się jeszcze raz, czy może wybrałbyś coś innego? Życzę miłej majówki,ja będę świętować w czerwcu, matura sama się nie zda:)
    Veronique

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod względem wymagań to Wrocław jest chyba jedną z najmniej wymagających uczelni medycznych. Dużo wolnego czasu miałem, nauki to różnie, ale spokojnie można było w weekend balować. Asystenci różnie wymagają, ale jeśli są jakieś testy zaliczeniowe to najczęściej od lat się powtarzają co sprawia, że nie uczymy się całości materiału, a tylko odpowiedzi pod test.
      Sama uczelnia potrzebuje dużej reformy nauczania i zmiany programu. Niektóre katedry należałoby zlikwidować, a przestarzałych asystentów przesunąć do pracy naukowej.
      Nie wiem czy bym ponownie wybrał Wrocław- nie wiem jak jest na innych i trudno mi porównywać. Może wolałbym czasem więcej się uczyć, ale jednak mieszkać sam niż z rodzicami. To pewnie też miałoby wpływ na moją decyzję.

      Usuń
  4. Zastanawiałam się jeszcze nad Poznaniem. Co prawda do Wrocławia mam rzut kamieniem, a do Poznania kawałek jest, ale podobno poziom nauki jest wyższy i wyposażenie jest lepsze (cokolwiek to oznacza). Osobną kwestią są moje rozterki czy może lekarsko -dentystyczny nie jest lepszym pomysłem. Nie mieszkanie z rodzicami jest zdrowe, nie mieszkam z nimi od 3 lat i od 3 lat mam z nimi dobre stosunki.Polecam:)
    Veronique

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym nowoczesnym sprzęcie to wszyscy mówią na 'dniach otwartych' a jak przychodzi co do czego to obsługuje się maszynki starszy dwa razy od studenta :P
      nie wiem jak to na stomie wygląda, ale podobno we wro nie jest najgorzej. Stomatologia parę lat temu przeniosła sę do jednego budynku i nie słyszałem, żeby jakoś specjalnie dentyści narzekali.

      Usuń
    2. Mam kolegę, który jest w sytuacji Erjoty, tzn kończy medycynę, tyle że w Poznaniu, mogę przekazać mu pytania i by Ci Veronique odpowiedział na nie ;)

      Usuń
  5. Też polecam :} 4 lata osobno i o wiele lepiej się dogadujemy. Gorzej jak wracam na dłuższą chwilę do domu wtedy bywa różnie :)(to tak a propos powyższego komentarza)

    Ja mam o tyle dobrze, że teraz nie mamy już grup, tylko rok więc nie jestem przesycona niektórymi osobami. Poza tym teraz właściwie każdy siedzi na swoim zakładzie, czy to w laboratorium czy pracowni seminaryjnej ze swoim promotorem (lub też bez) i robi pracę badawczą do pracy. I pod tym właśnie względem nie chciałabym się cofać na I rok. Teraz mamy więcej możliwości =}

    Miłej imprezy!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ech, Stary, mam takie same wrażenia dotyczące kończonych studiów. Piona, ponoć każdy etap życia niesie ze sobą zmiany. Nie jest lepiej, nie jest gorzej, jest po prostu... inaczej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie wyobrażam sobie pójścia do takiej prawdziwej pracy :P

      Usuń
    2. E tam, pogadamy za rok ;)

      Usuń
  7. Mieszkanie z rodzicami - sama myśl mi ciśnienie podnosi...

    Chyba trochę marudzisz:P Choć może jak dotrę na koniec 6 roku, to powiem to samo, who knows:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, była 2 w nocy, wino piwo :P to wiele tłumaczy :D

      Usuń
    2. Faktycznie, w tej sytuacji jestem w stanie wiele wybaczyć:D

      Usuń
  8. Ehh, tak to już jest, że coś się kończy, coś zaczyna...ważne, że masz co wspominać i są to w większości miłe chwile.

    Pozdrawiam po D, przed D :) świętuj godnie!;p

    OdpowiedzUsuń
  9. '...studia. To jest naprawdę najlepszy okres w życiu, który trzeba koniecznie wykorzystać jak tylko się da...' o ile ma się z kim :P u mnie na kierunku, to wszyscy w dniu imprezy się podniecają, ochy i achy, a gdy przyjdzie co do czego, to przychodzi 5 osób. Ale jak to się mówi, nie liczy się ilość, a jakość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja na swój rok przez pierwsze lata nie mogłem narzekać. W kolejnych zresztą też - na urodzinach zawsze była wysoka frekwencja, a jak ktoś nie był to miał zwykle ważny powód (Np. egzamin). Niektórzy wpadali na chwilę a inni na dłużej, ale potrafiliśmy się bawić wspólnie ;)

      Usuń
  10. Ha! Skąd ja znam ten stan ostrego sentymentu...? ;) Ze studiami pożegnałam się już przeszło 2 lata temu, więc ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć: fakt, na ostatnim roku myślenie nagle zmienia się wszystkim o 180 st., więc na spontaniczność zostaje już jakby trochę mniej miejsca. I fakt, znajomi z roku wydają się jakby "odleglejsi", jakby mniej "potrzebni", jakby bardziej denerwujący. Ale w kwestii tego, z kim dalej utrzymywać kontakt? - życie zweryfikuje to najskuteczniej. I to czasem wcale nie tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie czuję że czas na spontaniczność dobiega końca ...

      Usuń
    2. Być może będzie nieco trudniej i (bez skojarzeń!) stosunkowo rzadziej będzie można przerwać rutynę dnia codziennego, ale wierz mi, właśnie wbrew codziennym obowiązkom w pracy i w domu, każda spontaniczność i każde przerwanie zamkniętego koła, czy na wolnym, czy w środku tygodnia, będą cieszyć jeszcze bardziej :) o ile oczywiście nie pozwolisz w sobie tej spontaniczności zabić. Wszystko zależy od Ciebie, a tymczasem głowa do góry!

      Usuń
    3. W pracy będzie mniej okazji na spontaniczność, więc większa będzie z niej radość :)

      Usuń
    4. No i sama praca (niektórzy ludzie z pracy) przecież też mogą być źródłem radości ;)

      Usuń
    5. A niektórzy źródłem frustracji :P

      Usuń
    6. Nie inaczej niż na studiach :P

      Na szczęście(?!?) w pracy zamiast egzaminatorów możesz mieć... szefa ;)

      Usuń
    7. W pracy to każdy mój pacjent będzie dla mnie egzaminem :]

      Usuń
    8. Coś czuję, że niebawem wyrośnie nam prawdziwy Lekarz z powołania. Szacunek, Rafał, tak trzymać!

      Usuń
  11. Przeraża mnie myśl o tym, że będe musiała skończyć kiedyś wreszcie te studia i zacząć pracować. Znajomy, który kończy w tym roku stomatologie ostatnio żalił się, że ma dosyć tych wszystkich ząbków itd. Zapytałam się go czy zdaje sobie sprawdę, że raczej będzie robił to do końca życia .. w odpowiedzi usłyszałam tylko ciche 'nie'. Dorosłość jest okropna i dopóki żyjemy w błogiej nieświadomości tego jak naprawdę będzie wyglądać nasze samodzielne życie wszystko wydaje nam się uporządkowane. Nowy etap. Bardziej może bierny.
    R.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego zębologia nie jest dla mnie:P całe życie komuś w zębach grzebać ... bleee :P

      Usuń
  12. Eee, a ja jakoś zajebiście tych studiów nie wspominam, do południa zajęcia, po południu praca w barze albo w jakimś empiku. Ewentualnie na odwrót. Do tego pracujące weekendy. Lepiej jest jednak teraz;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też jest inna sprawa czy ktoś miał czas żeby się tylko bawić, czy też musiał myśleć o tym aby mieć za co zakupy zrobić.
      Ale jakoś trudno mi będzie sprzestawić na całoroczny tryb pracy. Teraz to co jakiś czas wolne, jakiś weekend długi etc.

      Usuń
    2. wiesz, zawsze można zostać pracownikiem akademickim;)

      Usuń
    3. to chyba raczej jako dodatek do pracy zasadniczej, bo na AM to są śmieszne pieniądze ;]

      Usuń
  13. Eh też mam takie sentymentalne myśli w głowie, ale nie daję im siedzieć tam za długo, bo po co ;)
    Ale fakt faktem, że wspominać będzie co oj będzie jeszcze przez lata po tych studiach.
    A najgorsze faktycznie widmo pracy, że trzeba wstać rano i wyjść z domu, teraz nieobowiązkowe zajęcia to zależnie od potrzeby i nastroju się na ich było tudzież nie, a teraz już nie będzie wyboru. Choć w sumie taka kolej rzeczy jeśli za tym ma iść realizacja wszelkich planów zawodowych i osobistych, to niech tak będzie :)

    Weź nie przemęczaj za bardzo wątroby trunkami! ;)
    Udanej majówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie już nie będzie: "pierdole nie idę na zajęcia" albo sms pt. "niech ktoś mnie wpisze na listę obecności "
      A o wątrobę się troszczę :))
      wczoraj nic nie piłem ;P

      Usuń