Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Ostatki

To jest mało poważne, aby po ostatkowym weekendzie w poniedziałek pracować. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że ordynator wziął sobie wolne. Chociaż w piątek powiedział, że w razie krytycznej sytuacji może przyjechać do szpitala. Dlatego też od samego rana znieczulałem na chirurgii ogólnej.

Na dzień dobry, tak na rozgrzewkę trafiła się pacjentka z trudnymi drogami oddechowymi. Czemu to się musiało stać w poniedziałek o 8 rano? Ja nie miałem siły na wydarzenia, które wymagają szybkiej i zdecydowanej interwencji. No przecież ja już o 8.30 byłem zmęczony jakby to była przynajmniej 12.

Młodzi chirurdzy posprzeczali się dzisiaj nieco z instrumentariuszkami. Nie dziwię się, bo już zaczynały sobie za dużo pozwalać i niektórym wchodzić na głowę. 

Wywróżyłem też, że na pewno jakaś laparoskopia będzie nagle. No i była. Dla odmiany ginekologiczna. O jaki jęki i narzekanie było, że panie pielęgniarki będą musiały pracować. Mnie ta operacja ominęła i poszedłem znieczulić do endoskopii. Tam za to pielęgniarka endoskopowa mnie wkurzyła, ale to będzie na inną opowieść.

Jak wracałem na oddział, to spotkałem ginekologa od tej ostrej laparoskopii.
Ja: I co znaleźliście w tym brzuchu?
Ginekolog: Nic.
Ja: No właśnie. I takie są te wasze laparoskopie. Zawracanie tylko głowy.

Krzysiek intensywną terapię wyczyścił. Mamy ponad połowę łóżek wolnych. Padł pomysł, aby zadzwonić do szefa i powiedzieć, że jutro też może zostać w domu. Nie zapowiadają się żadne krytyczne sytuacje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz