Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

czwartek, 18 lutego 2016

Operacja się udała, pacjentka zmarła

Przyszedłem do pracy i słyszę jakieś pikanie na oddziale. Pomyślałem, że pewnie reanimacja. Nie ma sensu się pchać tam gdzie już wszyscy potrzebni są, więc przebrałem się spokojnie, włosy poprawiłem, telefon wyciszyłem. Reanimacja akurat dobiegła końca. Zmarła pacjentka po operacji. Po operacji, do której ja ją wczoraj osobiście znieczuliłem.

Nieco się zdziwiłem, bo przecież ja wczoraj przywiozłem pacjentkę w całkiem nie najgorszym stanie jak na jej 87 lat. I to w dodatku na swoim własnym oddechu i ciśnieniu (w czasie operacji tylko przez kwadrans wspomagałem ją aminami). Chociaż kiedy ją zobaczyłem przez zabiegiem to uznałem, że pani jest internistycznie martwa. Skoro ortopedzi zakwalifikowali to ja nie będę dyskutować. Na pewno miieli jakieś Tak jakoś wczoraj wyszło, że ja trafiłem na ortopedię, bo na chirurgii jakaś chora pacjentka do hemikolektomii się trafiła i Julita stwierdziła, że może lepiej nich dr Kowalski ją znieczuli. Dla porównania to moja pacjentka za zdrowa też nie była. Leków wziąłem minimalne ilości, monitoring sobie założyłem i ortopedzi zaczęli swoje wygłupy.

I tu  jest chyba rozwiązanie zagadki: jak to się stało, że pani się umarło? Odpowiedź jest prosta: to była operacja ortopedyczna. Ortopedzi na medycynie się za bardzo nie znają - gdzieś coś o różnych chorobach i lekach słyszeli, ale nie bardzo wiedzą co z tego wynika. A są zbyt dumni żeby się kogoś mądrego o radę zapytać. Bardzo przepraszam, ale pani ma niewydolność nerek III stopnia, a ktoś tu jej Clexane wczoraj zlecił? Zresztą kogo ja się chciałem pytać - operatora? Może ortopedzi powinni mieć jakieś regularne szkolenia z podstaw medycyny? Jak się czegoś nie wie, to warto zapytać, a nie robić coś w ciemno. To nie jest żadna ujma. Ja pytam jak mam jakiś problem i to przynosi pozytywne efekty - poza tym zawsze mogę później powiedzieć, że informowałem.

Swego czasu myślałem, że taki problem będzie z chirurgami, ale skądże znowu. Chirurdzy dają radę. Zadziwiające jest, że ortopedały (żeby nie było na mnie to to fajne określenie wymyślił mój znajomy ortopeda:D) nawet mają problem z ustaleniem własnej diagnozy. Stwierdzili, że jest to złamane wieloodłamowe, a jak dzisiaj rano obejrzeliśmy zdjęcia to tych wielu odłamków to nie można było się dopatrzeć. Poza tym nie wiem po co tej pacjentce była potrzeba operacja, ale oni się uparli że trzeba nogę naprawić. To naprawili, że aż nie wiem co powiedzieć. Mogą być z siebie dumni - operacja się udała, pacjentka zmarła.

Przeanalizowaliśmy protokół znieczulenia. Nikt nie mógł się do niczego przyczepić. Julita zresztą pacjentkę widziała zaraz po tym jak przyjechałem z nią na oddział i sama mówiła, że dobrze wygląda. Ja też zadowolony byłem, bo oczekiwałem jakiś cudów, wianków i problemów, a znieczulenie poszło całkiem sprawnie. Mimo, że głodny byłem i myślałem o jedzeniu, które było w lodówce i czekało na odgrzanie. Rozważaliśmy czy aby podpajęcze znieczulenie nie byłoby lepsze, ale tu akurat nie było możliwości takowego wykonania.

Jako powód zgonu wpisaliśmy przyczyny kardiologiczne, bo faktycznie pani się zdekompensowała sercowo. Jednak przez pół dnia zastanawialiśmy się z Krzyśkiem, czy czegoś nie pominęliśmy. Zatorowość wykluczyliśmy. Jedynie potas miała wysoki, bo koło 7. Przy niewydolnych nerkach to jest to w sumie możliwe, chociaż wczoraj wieczorem gazometrię miała naprawdę dobrą.. Z drugiej strony biorąc pod uwagę, że operacja trwała dwa razy dłużej niż planowano i że operował ordynator ortopedii to wnioski nasuwają się same. Tarmosił pacjentką w te i we wte, zero delikatności i ją wykończył. Po raz kolejny odnoszę wrażenie, że nazywanie ortopedów lekarzami to jest przesada.

Jedna z pielęgniarek stwierdziła, że ortopedycznie to pewnie najlepiej się w Austrii leczyć, bo tam lekarze mają lepsze doświadczenie. Coś w tym może być sensownego, bo połamanych narciarzy zapewne im nie brakuje.

37 komentarzy:

  1. Co to znaczy "internistycznie martwa"?
    I jak to jest teraz, w przypadku śmierci takiej pacjentki? Jest jakieś większe postępowanie wyjaśniające, sprawa, cokolwiek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "internistycznie martwa" - cud że jeszcze żyła.
      Co do wyjaśnienia to prawdopodobnie będzie sekcja, ale na czym stanęło to nie wiem.

      Usuń
  2. Ups, chciałam Ci właśnie zasugerować Austrię (konkretnie Innsbruck, który wygląda naprawdę bajecznie- szczególnie zimą) w ramach przyszłorocznego wyjazdu, ale chyba nie bardzo się wstrzeliłam z komentarzem biorąc pod uwagę dzisiejszy post i austriackich połamanych narciarzy ;P

    A propos ortopedów to wygląda na to, że w każdym stereotypie, jak w plotce- jest ziarno prawdy. U mnie całe szczęście starsi stażem lekarze są kumaci, ale z rezydentami już różnie bywa.

    A abstrahując- fajnie znowu coś u Ciebie przeczytać :) Od jakiegoś czasu śledzę Twojego bloga mimo że sama się nie udzielałam, a przez te ostatnie kilka dni nieobecności zdałam sobie sprawę że sprawdzenie czy jest u Ciebie coś nowego stało się częścią mojej codziennej rutyny :) Pozdrawiam :)

    PauB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat wczoraj w czasie tej operacji rozmawiałem z pielęgniarką na temat Austrii - zwłaszcza jak zobaczyliśmy jak ortopedały targają pacjentką. Czechy na narty fajne na weekend bo blisko, ale Austria zdecydowanie dużo lepsza na dłuższy wyjazd.

      Usuń
  3. Czy wszyscy ortopedzi, których spotkałeś po swojej drodze zawodowej byli takimi "debilami" jak ich przedstawiasz ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po -> *na

      Usuń
    2. Znam dwóch co nie są debilami. Od jednego z nich usłyszałem określenie ortopedały. Ale obydwu znam prywatnie i nie wiem jak pracują.

      Usuń
  4. Bardzo głupi pomysł z tym wpisem, Panie Kolego - takie na taką dezynwolturę, to można sobie pozwolić na konsylium, a nie otwartym blogu, którego czytają głównie laicy i studenci medycyny pierwszych lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się z Tobą

      Usuń
    2. Nie piszę pod publiczność tylko dla własnej przyjemności - to nie jest blog opiniotwórczy tylko moje własne zapiski. A skąd wniosek, że bloga czytają głównie laicy i studenci pierwszych lat?

      Usuń
    3. A kto klasyfikuje blogi na opiniotwórcze i prywatne-zapiski-które-jakimś-cudem-lądują-w-internecie; jak ma się jakąś bazę czytelników to powinno się brać odpowiedzialność za to co się piszę (chyba że piszę się do szuflady); Ty w tym wpisie (wg mnie i Nic śmiesznego) przekroczyłeś pewne granice - z racji że najprawdopodobniej czytają cię głównie nakręcający się na studia ludzie (którzy są najbardziej narażeni na bezkrytyczne akceptacje wszystkiego co wychodzi z pod pióra osoby z ich punktu widzenia w pozycji autorytetu) powinieneś ważyć słowa.

      Pozdrawiam, Matylda

      Usuń
    4. Bez przesady, lepiej jak się ktoś nakręcający na studia zapozna z rzeczywistością a nie żyje w kolorowym świecie Leśnej Góry. Na studiach bardzo ładnie widać jak lekarze postrzegają swoich kolegów innych specjalności.
      Oczywiście nie można niczego w zyciu upraszczać do stereotypów, ale coś jest na rzeczy ;)
      Powiedziałem to ja, student VI leku. ;]

      Usuń
    5. Masz rację studencie. Bez urazy, ale Erjota nie jest żadnym autorytetem. Jak ktoś chce zobaczyć jak wyglądają realia to niech idzie do szpitala. Erjota fajnie pisze, fajnie się to czyta, z humorem i ironią i nie wiem po co ludzie się tutaj tak spinają.

      K.

      Usuń
    6. Wypowiadasz się jako lekarz, wiec czy chcesz, czy nie JEST to blog opiniotwórczy,a Ty reprezentujesz środowisko na zewnątrz wiec albo nie posługuj się skrótami myślowymi i rób obszerne didaskalia, albo w ogóle daj sobie spokój z takimi wpisami, bo o ile ja bez problemu wyłapałem clou, o tyle ktoś, kto nie zna tego od wewnątrz(i mam tu na mysli również studentów) wyciagnie błędne wnioski pt. lekarze-konowały, mordercy i pewnie łapówkarze, bo jakby rodzina babuszki dała w łapę, to by żyła.

      Dopóki będziemy tak beztrosko kalać własne gniazdo, dopóty będzie nam można bezkarnie ciosać kołki na głowie - może póki co mało Cię to obchodzi, bo jako anestezjolog masz raczej przelotny kontakt z przytomnym pacjentem, ale w innych dziedzinach medycyny jest to spory problem, do którego niestety dorzuciłeś swój mały kamyczek.

      Usuń
    7. Za bardzo się napinasz. Życie to nie bajka. Tutaj się nie będą wszyscy głaskać po głowach i sobie słodzić. Może jesteś za bardzo oderwana od rzeczywistości?

      K.

      Usuń
  5. to po co znieczulasz takim pseudo-lekarzom jesli uważasz że jesteś mądrzejszy???
    a tak serio to szkalowanie kolegów na publicznym forum jest żałosne, nie dziwię się że nas motłoch nie szanuje jak sami sie nie szanujemy
    a po drugie to może było można zabieg przeprowadzić w znieczuleniu regionalnym innym niż blokada centralna? pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymądrzasz się, a masz problem z czytaniem? Jest napisane, że nie nadawała się do innego znieczulenia niż ogólne.

      Usuń
  6. Oskarżanie kogoś publicznie na blogu o czyjąś śmierć jest bardzo profesjonalne panie doktorze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto konkretnie jest oskarżony? Bo narazie widać, że jest tu fantastyczne grono specjalistów, co się czepia autora, że opisał kolejną sytuację z pracy.

      Usuń
  7. Zawsze byłem uczony, że to anestezjolog decyduje, czy pacjent nadaje się do zabiegu... Nie chirurg, nie internista, nie ortopeda, nie kardiolog, nie lekarz rodzinny, tylko zawsze anestezjolog.
    Student

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od kwalifikacji do operacji są zabiegowcy.

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że tylko pomyliłeś/łaś pojęcia. Zabiegowcy decydują JAK przeprowadzić operację, a anestezjolog decyduje czy MOŻNA ją przeprowadzić.
      Student

      Usuń
    3. Owszem, ale to jednak chirurdzy podejmują decyzję o konieczności operacji.

      Usuń
  8. Czytam, czytam tą dyskusję i mam wrażenie deja vu. Od dawna są osoby związane z medycyną, którym się wydaje, że o błędach, tudzież niepowodzeniach nie należy mówić. A może warto wyjść ze schematu i np. poczytać Potęgę Checklisty? Ten blog jest po prostu prywatną sprawą: nie ma tutaj tylko opisu pracy, ale też wiele ciekawostek i przemyśleń faceta, który umie się nimi dzielić, a co ważne robi to w sposób inteligentny. Więc opowiadanie o "kalaniu własnego gniazda" jest argumentem porównywalnym, jak strzelanie do wróbli z armaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. O błędach trzeba mówić, a nie zamiatać je pod dywan, bo wtedy nikt nie wyciąga wniosków na przyszłość

      Usuń
  9. Co robicie z ciałem, kiedy pacjent umrze? Przenosicie do jakiegoś specjalnego pomieszczenia (np.na dole w szpitalu) i tam czeka ciało na suługi pogrzebowe? Rodzina zabiera rzeczy pacjenta? ???? Pozdrawiam... PS. przepraszam za pytanie, ale wydaje się to ciekawe.... chodź szkoda że życie się kończy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciało pacjenta jest w specjalnym do tego pomieszczeniu. A rodzina może odebrać rzeczy pacjenta.

      Usuń
    2. Tzn. macie specjalny pokój (gdzieś za pewno w niewidocznym miejscu) heheh

      Usuń
  10. Szpitale odchodzą od tradycyjnych post mortem. To się źle kojarzy. Po 2 godz. od śmierci, potwierdza się zgon i ciało jest zabierane ze szpitala. Takie przynajmniej są standardy u najlepszych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A którzy to tacy najlepsi?

      Usuń
    2. A CO w Bydgoszczy.

      Usuń
  11. Mądrzę się, ale kiedyś tam pracowałam, w pobliżu "tego pokoju"...Uważam, że w szpitalu nie ma miejsca na zwłoki... To odbiera nadzieję. Ciało po ponownym potwierdzeniu zgonu jest zabierane ze szpitala, w pobliżu nie ma nic pogrzebowego - to krzepi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co? Śmierć jest naturalnym procesem. Owszem nie dotyczy to osób, które giną np. w wypadkach, ale to żadna nowość że ludzie w szpitalach umierają.

      Usuń
    2. Wiem... Ale za każdym tym człowiekiem stoi jakaś historia jego życia. Czasami piękna. Moje kolejne "zboczenie" to chodzenie na cmentarze i oglądanie zdjęć (na starych nagrobkach jeszcze są), a później wymyślanie historii życia tej osoby. Chyba nie mam równo pod sufitem?:)A w szpitalach najbardziej lubię porodówki, tam przynajmniej/statystycznie - więcej radości, niż umierania.

      Usuń
  12. Rafał pracujesz w Warszawie?

    OdpowiedzUsuń