Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

środa, 11 marca 2015

Międzynarodowo

Zjadłem dzisiaj obiad w towarzystwie młodych, przyszłych chirurgów. Okazało się, że z Ludwikiem posiadamy wspólne umiejętności jaką jest znajomość włoskiego. Ludwik, w przeciwieństwie do mnie, nie wykorzystał swojej szansy i nie wyjechał na Erasmusa (trochę za późno o tym pomyślał) i udało mi się tylko raz na praktyki wyjechać. Po akcencie szybko rozpoznałem, że on zaliczył północne Włochy.

Po skończonym obiedzie udałem się na premedykacje. Siedziałem na tej ginekologii, zlecenia wypisywałem i tę spokojną papierkową pracę przerwał mi telefon od ordynatora. Miałem sobie pójść na SOR i obejrzeć pacjenta do wyrostka na ostro. Lojalnie mnie uprzedził, że pacjent jest zagraniczny i jak coś to żebym mu wydrukował zagraniczny formularz. Trafił mu się poliglotyczny asystent, to sobie korzysta, niech sobie język łamie.

Lada moment pojawiłem się na SORze. Zapytałem lekarza przyjmującego czy jest coś ciekawego co mi ma do powiedzenia w sprawie pacjenta. Miał. Pacjent mówił tylko i wyłącznie po albańsku. Pomyślałem, że jeszcze nic straconego i że dam mu ankietę po albańsku. Ale nasz komputer nie posiadał ankiety w tym języku. Mogę mieć po chińsku, turecku, arabsku (wbrew pozorom arabski nie jest podobny do albańskiego) czy rosyjsku, ale po albańsku niet.

Ja znam 3 języki dobrze, a kolejne 3 jestem w stanie jakoś zrozumieć (niekoniecznie coś powiedzieć), ale niestety albańskiego nie znam. Nie złożyło się, abym się go nauczył.  Ostatnio kolega z laryngologii mi opowiadał, że na dyżurze pacjentka miała do niego pretensję, że nie zna francuskiego. Je suis désolé.

Pomyślałem, że skoro pacjent młody to może angielski choć nieco kojarzy. Teraz tyle tych zagranicznych piosenek leci dookoła, że podstawowe słowa powinien znać. Przeliczyłem się. Nie znał.

No to w niezłe bagno mnie ordynator wpakował (chciałem mu przekazać tę radosną nowinę, ale się okazało, że już go nie ma w pracy - super, jak trzeba to go nie ma i radź sobie sam). No dobra, ale i tak musi podpisać zgodę na zabieg. Zajrzałem w dokumenty chirurgów, a tam wpisane: wywiad niemożliwy do zebrania, tłumacz nieobecny, operacja wskazana ze względu na stan ostry. Poniżej podpis lekarza i pacjenta. Cwane, podsunęli mu druczek, kazali podpisać i załatwione.

Co tam gorszy, nie będę, napisałem w swoich papierach podobną formułkę. Jednak wolałem się coś tam dowiedzieć o pacjencie (mimo że wyglądał na zdrowego i pełnego wigoru, ale pozory jednak mylą), bo jak coś się stanie to będzie na mnie. Chirurdzy to zawsze ręce umywają i jeszcze rękawiczki zakładają, żeby odcisków palców nie zostawiać, a tłumaczyć będę musiał się ja. Wziąłem komputer i za pomocą internetowego tłumacza zebrałem szczątkowy wywiad. O najważniejsze rzeczy ja się dowiedziałem.

Grunt to się nie poddawać i radzić sobie w różnych sytuacjach :D

10 komentarzy:

  1. Bardzo międzynarodowo u Was w szpitalu. U mnie tylko Ukraińcy się zdarzają, ale z nimi zawsze idzie się dogadać. Nie zdziwię się, jak będziesz wołany do każdego obcojęzycznego pacjenta:P W każdym razie niech zyją internety i trzeźwy umysł by skorzystać z translatora:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to w związku z bliskością ZSRR :P

      Usuń
  2. Telefon z chirurgii " mamy tu pacjenta z twoich stron ktory nie mowi po hiszpansku , mozesz przyjsc potlumaczyc?" Ide i patrze a tam Bulgar. Mowie ze przykro mi ale nie pomoge ,a zdziwiona pielegniarka ( wyksztalcenie wyzsze zeby nie bylo) :" jak to? To wy nie mowicie tym samym jezykiem? Przeciez Bulgaria i Polska leza na wschodzie?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bułgarzy i Polacy (Hiszpanie zresztą też) inaczej kiwają głową na 'tak' i na 'nie', a co dopiero twierdzić, że tak samo mówimy, skoro języki migowe się różnią w podstawowych zwrotach :D

      Usuń
  3. Google translator zawsze pomocny ♡ U nas tylko Norwegowie byli, ale ci to po angielsku smigali i nie bylo problemow :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż zimno mi się zrobiło na myśl o Norwegii :P

      Usuń
  4. Zazdroszczę Ci tego włoskiego, sam się go powinienem uczyć bo na studiach historycznych miałem 3 bite lata łaciny i jako jedyny z 30 osobowej grupy nie miałem poprawki LOL. A znajomość łaciny to świetna podstawa do nauki języków romańskich, pozdrawiam, masz naprawdę ciekawego bloga. Z zapartym tchem obserwuję Twoje wpisy, Panie Anestezjologu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi akurat łacina aż tak bardzo we włoskim nie pomogła. Wg mnie to prosty język, melodyjny, i łatwo przyswajalny. I gramatykę ma prostszą niż łacina. Z łaciną to się nie polubiłem na studiach. Roczna przygoda z tym językiem mi wystarczyła :P

      Usuń
  5. Włoski piękny język. Co by nie mówić bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie można się poddawać! Ekstra pomysł z tym translatorem. Dobrze poradziłeś sobie z tym pacjentem. Odnośnie włoskiego to łatwo można się go nauczyć, dość podobny do polskiego.

    OdpowiedzUsuń