Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

niedziela, 16 września 2012

Syndrom pre-studenta

Ostatnio dostałem wiadomość, że powinien pójść na imprezę, bo dawno nic nie pisałem o tym jak się wywalam na mój zgrabny tyłek. Z żalem i smutkiem zawiadamiam, że przez najbliższe dwa tygodnie na ten temat nic nie napiszę.

Od jakiegoś czasu siedzę i się uczę do LEPu i tak jeszcze będzie przez resztę miesiąca. Dawno u mnie żadnej burzliwej dyskusji nie było (ostatnio to chyba po euro), więc czas nieco to zmienić i popełnię wpis który może takową uczyni. I tak sobie siedząc  nad testami prowadzę bujne życie internaty, wertując blogi wszelakie. Zauważam, że jakiś czas temu pojawiło się jak grzybów po deszczu, dużo blogów przyszłych studentów kierunków medycznych (głównie z lekarskiego). Ogólnie fajnie i bardzo zazdroszczę i żałuję, że nie prowadziłem swojego bloga od początku studiów - jak widać polot poetycki miewam.

Tak podczytuję sobie tych prawie już studentów jak się cieszą, że się na studia dostali i widzę w pamięci siebie sprzed paru lat, kiedy przeżywałem dokładnie to samo, bo naprawdę jest się czym ekscytować i chwalić. Najbardziej zazdroszczę tym dla których rozpoczęcie studiów oznacza początek całkowicie samodzielnego życia. Pojawiają się też osoby co już wszystko o studiach wiedzą i się wymądrzają - pogratulować takim wujkom dobrej rady. Ja może też się wymądrzam, ale akurat na temat tego co przeżyłem na własnej skórze, więc chyba mi wolno. No ale do tego momentu jednak generalnie nie mam większych zastrzeżeń.

Jednak to co czasami przeczytam to naprawdę ręce opadają.

Mamy wrzesień prawda?? I to dopiero pierwsza połowa za nami. Ja się uczę bo mam LEP, studenci niektórzy się uczą, bo mają kampanię wrześniową, wesołe gromadki dzieci chodzą do szkoły bo rozpoczął się rok szkolny. Ale jak czytam, że ktoś kto idzie na I rok studiów i już zaczął się uczyć (a niektórzy namiętnie) to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. Sześć lat temu to ja myślałem o innych rzeczach niż np. kość udowa :]

Rozumiem tą fascynację tego co będzie na studiach. Ja też przed ich rozpoczęciem (ba, nawet przed każdym kolejnym rokiem) przeglądałem podręczniki, kserówki i inne materiały, aby tak z grubsza (z naciskiem na z grubsza) zobaczyć co mnie będzie czekać. Ale nigdy, ale to przenigdy nie uczyłem się we wrześniu czegoś co mam mieć wykładane od października. Litości no!! Idąc na pierwsze zajęcia to oczekiwałem, że dowiem się jak przedmiot będzie wyglądać, co będziemy na nim omawiać, a nie że ktoś już będzie ode mnie wymagać całości materiału. A jeśli nawet by tak miało być, to czy po pierwszych zajęciach kogoś ze studiów wyrzucają??

Nasze światłe ministerstwo postanowiło skrócić czas studiów o rok. Samo skrócenie uważam, za jeden z lepszych pomysłów - co do całości reformy to się lepiej nie będę wypowiadać. Ale skrócenie o rok wcale nie oznacza, że plan zajęć będzie wypchany ćwiczeniami od rana do wieczora - co najwyżej do wczesnego popołudnia. Jakby się uprzeć to medycynę można by skrócić nawet i do lat 4 i etap zakuwania od rana do nocy najprawdopodobniej nie zostałby osiągnięty (no czasem w jakimś tygodniu może się taka jednorazowa wpadka zdarzyć). Nadal byłby czas na potrzeby fizjologiczne jak jedzenie, picie, spanie czy s... spokojne oddawanie się przyjemnościom świata doczesnego. Nie ma co się obawiać, że w związku z reformą w czasie studiów nie będzie czasu nawet na naukę (bo programy nauczania mają też być okrojone) i trzeba już na nią poświęcać wakacje.

Kiedyś pisałem o syndromie studenta I roku medycyny. Okazuje się, że mam szansę obserwować protoplastę tego schorzenia, czyli syndrom pre-studenta.

Przynajmniej wyjaśnia mi to coraz bardziej skąd się biorą później takie opinie o studentach (głównie medycyny), że już w wakacje muszą się uczyć i niektórzy czytelnicy piszą do mnie z zapytaniem czy tak jest naprawdę. Padały nawet pytania ile czasu trzeba dziennie poświęcać na naukę albo ile dziennie jest materiału do opanowania lub czy jest czas na umycie zębów - nie to żebym się śmiał z takich pytań bo napodstawie tego co właśnie czytam wcale mnie to nie dziwi. Dlatego będzie krótki apel do tych osób: opamiętajcie się i nie siejcie niepotrzebnie zamętu!! Robicie z tej medycyny nie wiadomo co - owszem są to w pewnym sensie studia wyjątkowe, ale bez przesady. Przez takie cyrki to niektórzy nie chcą się czasami przyznawać, że są na lekarskim, bo od razu jest przyczepiona opinia kujona, a dobrze wiadomo, że w większości przypadków osób tak nie jest.

A jak ktoś chce się uczyć we wrześniu, a nawet w już sierpniu, to proponuję olać w czerwcu egzaminy i zafundować sobie maraton wrześniowy xD

50 komentarzy:

  1. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że niektóre osoby nakręcają inne i robią z tego przedstudyjny system eliminacji słabszych przeciwników ;-)
    Dlatego ja się nie dziwię wszystkim negatywnym opiniom na temat studentów medycyny, tylko z drugiej strony można takie zachowanie przypisać wielu innym kierunkom. Najgorzej wrzucać wszystkich do jednego worka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak wielu kierunkom. Chyba tylko na prawie tak jest. Ekonomia czy nauki przyrodnicze takich problemów chyba nie mają.

      Usuń
    2. Mają. Istnieją tez i tacy ludzie na przyrodnicznym. Uczą się np tydzień wcześniej bo kolokwium będzie, srają, panikują, itp a potem mają i tak tyle samo pkt z koła, jak Ci to zaczeli 2 dni przed kolosem. Nie ogarniam takich ludzi.

      zizu

      Usuń
    3. Tydzień, przed kolokwium jestem w stanie zrozumieć. Ale żeby na miesiąc przed rozpoczęciem zajęć to już nie...

      Usuń
  2. Hahaha, normalnie Stary, powinienem skopiować Twojego posta i wkleić u siebie, zmieniając "medycyna" i lekarz na "prawo i prawnik" :D
    Bo też się uczę od dłuższego czasu, też na imprezy nie mam czasu i też podśmiechuję się z przyszłych studentów prawa, którzy już dziś na forach internetowych sie pytają czy kodeks cywilny trzeba wkuć na blachę, czy tylko żeby zrozumieć, bo już zaczynają :D (nie mówiąc o tym, że prawo, ekhm, zmienia się, a cywila mają na 2 i 3 roku :D).

    Już nawet jakiś znajomy rodziców zapytał się ich czy mam jakieś książki i kodeksy (!)z prawa do oddania, bo jego córka się na prawo dostała i musi mieć z czego się uczyć. Chodziło jemu właśnie o prawo cywilne, prawo karne i administracyjne łącznie z procedurami. Na szczęście moi rodzice są bardziej obeznani w temacie i powiedzieli mu, że te kodeksy i książki są już na makulaturę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie miałem nawet w poście napisać że chyba u prawników jest tak samo i zapomniałem, że Ty właśnie z tej branży pochodzisz :P Wcześniej Dyplomatka wypowiadała jak to jest od strony prawnej, ale słuch po niej zaginął :P

      Pamiętam jak u mnie po I roku jedna ze studentem z mojego roku na praktykach pielęgniarskich lata po oddziale ze SWOIM stetoskopem żeby mierzyć ciśnienie. Mnie wystarczał ten co był używany przez wszystkie pielęgniarki.

      Usuń
    2. O słuchaj, jeśli używała go tylko do mierzenia ciśnienia to jest i tak lajtowym przypadkiem. W tym roku spotkałam i takich co na pielęgniarskich chodzili ze stetoskopem przewieszonym przez szyję ;-)

      Usuń
    3. Miałem na myśli właśnie to że jej na szyi wisiał.

      Usuń
    4. No nie każdy chce wtykać ogólnodostępny stetoskop do uszu (rozumiem więc noszenie swojego stetoskopu nawet na praktykach poelęgniarskich), w końcu w oliwkach kryje się wiele różnych dobrodziejstw- w ogóle podobno co kilka lat trzeba zmieniać stetoskop bo kolonizacja jest większa niż myślimy ;) Ja póki co dezynfekuję po każdym pacjencie - taki odruch - włącznie z oliwkami, ale jestem świadoma, że w zakamarkach mogą być świństwa...
      No a co do noszenia na szyi - nie lubię, nie robię tak (wolę w kieszeni), jak ktoś chce niech nosi - a że student po 1 roku ze stetoskopem na szyi budzi rozbawienie - no fakt :D Ale tez trochę rozumiem, bo na początku studiow tylko tak można zamanifestować, że się jest "lekarzem" ;)

      Usuń
    5. Podobno co 5 lat należy zmieniać stetoskop (albo oliwki?)- na razie mam podobny jak Ty odruch, czyli po każdym pacjencie dezynfekuję zarówno słuchawkę jak i oliwki.

      Noszenie na szyi mi przeszkadza, denerwuje mnie jak coś mi tak dynda jak idę i dlatego nosze stetoskop w kieszeni xD

      Usuń
  3. amen amen amen
    w sierpniu dobrze się uczy, jak się nie uczy w czerwcu
    i ja się często nie przyznaję co studiuję
    i raz jeszcze amen i z siekierą niedługo zaatakuję wszystkich uczących się na pierwsze zajęcia we wrześniu (a i na 4 roku jeszcze takie świry...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sierpniu wcale się dobrze nie uczy :P parę razy miałem nieprzyjemność się uczyć i nie było miło :P
      może dlatego że właśnie był sierpień :]

      Usuń
  4. Dzisiaj pierwszy raz zakręciłam się koło Twojego bloga. Przeczytałam kilka postów i już zdążyłam zauważyć, że jednak kręcą się tutaj głównie lekarze (przyszli i aktualni). Mimo to ja, niby humanistka, też dorzucę swoje trzy grosze, jeśli pozwolicie, drodzy lekarze ;)
    Bardzo ciekawie piszesz. Czytałam o Erasmusie, nawet też mi on przez myśl przeszedł, ale nie wiem, czy się zdobędę.
    Studiuję informację naukową i bibliotekoznawstwo (tylko proszę nie szufladkować mnie z góry jako przyszłą bibliotekarkę). Mam ambitny plan zostania brokerem informacji i zrobię wiele, aby go zrealizować (jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć, z czym to się tak właściwie je to piszcie - 20957492).
    Moje studia, myślę, że podobnie jak medycyna, są przede wszystkim dla pasjonatów. Czasem bywa ciężko, ale uczenie się bez potrzeby we wrześniu? Przesada. Nawet przed I rokiem tego nie robiłam. Zresztą niektórzy tylko tak piszą, a rzeczywistość okazuje się być inna. Ach, te mity studenckie zapodawane niczego nieświadomym pierwszoroczniakom...
    Troszkę się rozpisałam, wybacz Rafale (zdążyłam się już zorientować jak masz na imię). Będę wpadać, ale już nie będę komentować aż tak rozwlekle, obiecuję.
    Powodzenia na LEP-ie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :)
      jak widać po tytule blog ma głównie tematykę medyczną, choć bywa pisany o wielu rzeczach.
      Co do erasmusa to trzeba się zdecydować, to jest decyzja której na pewno nie będziesz żałować.
      A komentarze mile widziane :)) długie zwłaszcza :)

      Usuń
    2. To fajnie. Będę korzystać z przyzwolenia dot. komentarzy :)
      O erasmusie jeszcze pomyślę, a nuż się skuszę.
      Medycyna... Myślałam o niej kiedyś, ale w końcu zrezygnowałam. Nie dlatego, że dużo nauki. Z tym jakoś bym sobie poradziła, tak myślę. Gorzej z praktyką: operacje, zabiegi, zastrzyki i do tego ta presja, że ode mnie zależy ludzkie życie. Pewnie zemdlałabym, jak zobaczyłabym otwartego człowieka razem z wnętrznościami i wszechobecną krwią i byłby wstyd. Dlatego wole mniej inwazyjne pomaganie ludziom, a lekarzy (zwłaszcza tych dobrych, z powołaniem) szczerze podziwiam :)

      Usuń
  5. Amen i amen, dobrze napisane.
    Widzę to o czym piszesz bardzo dobrze dzień po dniu. Szkoda tylko, że cały ten tabun młodych ludzi nie ma też nic innego jak narzekanie, płakanie i ogólne lamentowanie na najróżniejsze tematy począwszy od wyników matur i rekrutacji na studia, poprzez zbieranie materiałów, książek na I rok, a na panice, że nie dostało się listu potwierdzającego przyjęcie skończywszy. I tak zaśmiecają forum kierunku i grupę na Facebook'u uniemożliwiając w dużej mierze sprawne funkcjonowanie tych narzędzi, które IMO powinny służyć do sprawnego i przydatnego dzielenia się informacjami, a nie do tworzenia Koła Zdesperowanych. Nawet nie ma już jak usuwać Rposty na forum itp. bo to podchodzi zaraz pod chamstwo itd. Rozumiem, że można czasem popłakać i ponarzekać, ale nie twórzmy z tego posta na FB z dyskusją na 200 komentarzy. Chill out.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia na egzaminie i w życiu także.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie mają różne schizy. Szkoda że nie wszyscy potrafią podejść z dystansem i rozsądkiem.

      Usuń
  6. Podpisałabym się pod Twoimi słowami gdyby nie to, że w Białym na pierwszych ćwiczeniach z anatomii była wejściówka z kości i trzy osoby z mojej 15 nie zaliczyły (ja mam dobrą pamięć i nauczyłam się na zajęciach :)).
    Poza tym zawsze śmieszy mnie fakt robienia ze studiów medycznych alchemiczej tajemniczości, ludzie sobie wyobrażają samych siebie siedzących za dziesięcioma tomiskami, kujących po nocach, zawalających imprezy i randki... Nie mających czasu nawet na to umycie zębów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też mówiono że na pierwsze zajęcia się nauczyć, ale to raczej na zasadzie żeby coś tam zerknąć, a nie żeby od MIESIĄCA zakuwać !!

      Usuń
  7. nie popadajmy w paranoję - to racja, a ja idę na 6 rok i za tydzień zaczynam zajęcia i od razu jest oficjalna wejściówka z pediatrii z lat 3-5, a ja nie mam ochoty się uczyć, ba nawet nie mam z czego, bo nic mi się nie udało do pediatrii wypożyczyć, a notatki mam zbyt chaotyczne ;D
    Pozdrawiam z W-wy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe kto normalny by się taką wejściówką przejmował ;]
      jeśli na 6 roku są jeszcze takie osoby to powinny pójść do odpowiedniego specjalisty ;]

      Usuń
  8. haha, jakbym czytała o weterynarii.
    szukanie książek, kupowanie ich stosu, ba kupowanie notatek z innych wydziałów med wetu ("przecież wszyscy uczymy się tego samego!"), sranie żarem i pytania o to, jaki stetoskop należy kupić...
    Wesoło! Dzwonienie do dziekanatu i wypytywanie o wszystko - wesoło!

    A można jeszcze cieszyć się wakacjami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem ciekaw ilu pierwszorocznych studentów ma już stetoskop :D może ktoś im powiedział że na anatomii się może przydać :D

      Usuń
  9. zgadzam się z całością, ale puenta powala :D

    ja mam w pierwszy wtorek na pierwszej farmie kartkówkę i właśnie się zastanawiam czy zacząć coś powtarzać już w niedzielę 30.09 czy jednak dopiero w październikowy poniedziałek... Znając życie wyjdzie poniedziałek, bo w niedzielę jest karaoke :D

    dużo siedzę na biologu i co jakiś czas pojawiają się własnie tematy w stylu "jak rozsądnie rozplanować naukę w wakacje?" - xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jeszcze nie zaczęłaś się uczyć to ja bym sobie dał już spokój :P uwielbiam to odkładanie na niedzielę wieczór, a w niedzielę wieczór - mam nadzieję że będzie korek to poczytam w autobusie :]

      Usuń
    2. zawsze tak u mnie wychodzi... a potem "kur*** tego jednego dnia mi brakuje - TEGO PIERWSZEGO, który straciłam, powtarzając w kółko 'za pół godzinki. Albo za godzinkę' " :D

      ja to Cię podziwiam, za to nieustanne rozplanowywanie nauki - u mnie to nigdy się nie udają takie plany :(

      Usuń
    3. z tym planem nauki to nie zawsze tak było. Wiele razy mówiłem: gdybym miał jeszcze TEN jeden dzień, albo chociaż popołudnie :D

      Usuń
  10. wrzuciłam linka do tego posta na nasze forum pod wpisem "Czy uczycie się już, czy jeszcze nie? Pytam w szczególności o anatomię, bo jakoś brak mi motywacji, żeby już zakuwać.", ludzie mi dziękują :D buaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem z czego macie się uczyć, ale 2,5 bochenka to powinno być już w małym palcu u nogi :D

      Usuń
  11. moim zdaniem zerknięcie do anatomii tydzień przed zajęciami to czysty rozsądek, po co mieć potem dwa razy tyle nauki, bo trzeba coś ogarnąć na drugie zajęcia, a tu jeszcze pierwsze nieruszone. No i przynajmniej się coś skorzysta na tych cwiczeniach jak się jest na nie przygotowanym, a nie takie stanie i słuchanie bezmyślne.

    ale miesiąc przed to by mi się nie chciało :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak czy siak trzeba się będzie tego nauczyć, ale po co tracić na to wakacje?

      Usuń
  12. hehe, zaczynasz negować postępowanie młodzieży jak moi dziadkowie ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. raczej nawołuje do rozsądki i nie robienia sobie smrodu koło tyłka :P

      Usuń
  13. Chyba w każdym środowisku się zdarzają takie osoby, ja to widzę nawet u mnie w szkole. Niektórzy "mądrzy" w wakacje powtarzają materiał z poprzedniej klasy. Jedyne co mam do powiedzenie takim osobom to:'weź wyjdź i ulżyj ludzkości'.

    OdpowiedzUsuń
  14. Młodziaki wzajemnie się nakręcają i boją się, że nie podołają, więc zakuwają całe wakacje xD i tak, najlepsze jest jak zakupują stos książek przed październikiem, a później połowa książek okazuje się być niepotrzebna, bo wymagają innych pozycji :P nadambitni są wszędzie, nie tylko na leku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DLatego odnośnie pomocy naukowych miałem koleżankę co była bardzo zaufanym źródłem :))

      Usuń
  15. To się uśmiałem :D Ja zawsze uczyłem się max dzień albo 2 dni przed kolokwium. Taka nauka to marnowanie czasu :P po ćwiczeniach/wykładach można się uczyć bo wtedy już coś się z przedstawionego materiału rozumie i na pewno mniej czasu spędzimy przed książką niż we wrześniu w sumie nie mając pojęcia co czytamy . LUDZIE ! NIE POPADAJCIE W PANIKĘ ! Mamy jeszcze wakacje . Cieszmy się nimi do ostatniego dnia a w czasie studiów będziemy się martwić :) I nawet jeśli komuś się noga powinie na kolokwium to " bez spiny , są drugie terminy " :)) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jak fajny wykład jest to nawet samemu chętnie się sięgnie do książki - tak wiem, to rzadkość niespotykana na uczeniach :D

      Usuń
  16. Pamiętam, że niektórzy ludzie w czasie wakacji wyuczyli się materiału blisko na połowę semestru... nie powiem zestresowali mnie tym, bo ja do książek nie zajrzałam(no dobra, zajrzałam, ale po to by się sztachnąć ich zapachem:P) i przez pewien czas tego żałowałam. Ale przynajmniej wyróżniałam się przez to w grupie:D
    Ale może nie mają innych zajęć, i dlatego z powodu skrajnej nudy postanawiają wykuć na pamięć podręczniki?
    Nie, na ostatni dzień nie zostawiłabym sobie nauki, bo za bardzo bym się martwiła tym, że nie zdążę. Niestety uważam, że jestem zbyt powolna i z nauką(zwłaszcza zrobieniem oczojebnych notatek) schodzi mi się za długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nuda na studiach???????
      To w takim razie muszą być nudne osoby :P

      Usuń
  17. Uwielbiam Cię stary :D
    Jestem świeżo upieczonym studentem I roku i ciągle zżerało mnie sumienie że do tej pory nic się nie uczyłem, gdy w okół mnie tyle ludzi już przewertowało dużą część anatomii. Od razu lepiej się czuję i z miłą chęcią będę uczył się. Chwała Tobie.

    OdpowiedzUsuń
  18. To w takim razie gratuluje wam ogarniecia. Ja po ćwiczeniach z anaty mam pusto w głowie bo tyle nam dowalają w tak krotkim odstepie czasu. Z wtroku na piatek np cała obrecz konczyny gornej razem oczywiscie z sama konczyna, jej miesniami przyczepu i wiezadlami itd. i to jeszcze po angielsku wiec trzeba bochenka tlumaczyc bo nie wszystko jest w netterze. o sobocie nie wspomne (brak po ang). tak wiec ja zaluje ze sie za to nie wzialem w wakacje bo teraz mam straszne braki a siedze codziennie do nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeżywacie ten angielski jak mrówka okres. W necie bez problemu można znaleźć tłumaczenie wszystkich nazw. Sam pamiętam korzystałem z jakiegoś programu do nauki anatomii co był po angielsku.
      Z takim podejściem, że należało się zacząć uczyć w wakacje to może lepiej od razu 2 lata przed maturą.
      Ludzie wyluzujcie!! Z anatomii owszem jest dużo nauki, ale już bez dramatyzowania. Jak się teraz nie nauczycie szybko uczyć to później będzie jeszcze gorzej.

      Usuń
  19. Bardzo mnie rozbawił ten post kiedy czytałam go przed wakacjami, ale kiedy przyszłam na pierwszą histo, a na stole leżała wejściówka to mina trochę mi zrzedła. Myślę, że dużo zależy od uczelni, ale u nas autentycznie wymagają aby opanowywac materiał do przodu. Nie jest tak, że można pójść na zajęcia, żeby sobie cos tam generalnie ogarnąć i nauczyć się potem. Trzeba być zupełnie nauczonym. Ale z drugiej strony to wymusza pewną systematyczność. Możesz coś napisać o tym twoim "magicznym" sposobie na rozplanowywanie czasu? To chyba mój największy problem, że pomimo tego, że czasu jest dużo, to jakoś umyka:)
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też należało się uczyć z wyprzedzeniem. Ale litości!! Nie miesięcznym!!! Dwa czy trzy dni wystarczyły aby ogarnąć materiał, a nawet jeśli ktoś nie ogarnął to były poprawki, konsultacje i jakoś po I roku nikt ode mnie nie odpadł (chyba że sam zrezygnował bo miał taki kaprys).

      A co do czasu to dobra organizacja i samodyscyplina. Najlepiej sobie narzucić dużo do zrobienia i wykonanie połowy z tego planu już często jest sukcesem :D

      Usuń
  20. Byłam dwa lata na prawie teraz jestem na 1 roku medycyny proszę nie porównujcie że to jest to samo. Prawo jest banalne w ciągu pierwszych 2 miesiecy na lekarskim nauczyłam się wiecej niż w ciągu roku na prawie. Będąc na 2 roku prawa nauczyłam się do sesjii i jednocześnie ogarnełam materiał do matury z biologii i z chemii. Na medycynie jest dodatkowo dużo zajęć na których trzeba być. Jak nie uczysz się przez 2 tygodnie to jesteś w ciemnej dupie z materiałem a na prawie zarówno na 1 roku jak i na 2 cały październik pracowałam i nie czułam jak przyszłam że mam jakiekolwiek zaległości. Jeden koleś na drugim roku 1 raz pojawił się na początku grudnia i też wszystko pozaliczał . I tak miedzy nami z tego co widzę na lekarski idą ludzie z lepszą pamiecia i zdolnością logicznego myślenia. A na prawie jest wiecej takich co się starają ale już np. chemii, matmy nie potrafią pojąć bez obrazy ale trochę mniej mądrzy tak ogólnie no wiadomo jakieś 10% ludzi bardzo zdolnych też tam jest .

    OdpowiedzUsuń
  21. Żeby przetrwać na takich studiach trzeba być kujonem,chyba że jesteś geniuszem wtedy nie musisz się uczyć.pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bzdura! Akurat na medycynie kujonów to jest garstka.

      Usuń