Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

sobota, 22 czerwca 2013

Wzruszyłem się :))

Pojechałem koleżance zawieźć książeczkę stażową. Przy okazji mieliśmy spędzić miły wieczór i w coś zagrać. Już tydzień temu próbowała mnie namówić żebym ją odwiedził, ale ze względu na wyjazd nie uczyniłem tego. Zatem umówiliśmy się na kolejny piątek na 20. Po drodze planowałem jeszcze dwie koleżanki zabrać, bo ona mieszkają 3 przystanki wcześniej. Zadzwoniłem z autobusu czy je nie podwieść (mam przecież miesięczny :P), ale spotkałem się z odmową - nawet twierdziły, że się spóźnią.

Przyjechałem tuż przed 20. Zadzwoniłem domofonem, drzwi mi otworzono, wszedłem po schodach na piętro drugie, przywitałem się z gospodarzami. Usiedliśmy w dużym pokoju. Powiedziałem, że dziewczyny się spóźnią. Mi powiedzieli kogo jeszcze zaprosili i że ta cała reszta też się spóźni. Wielce tym zdziwiony nie byłem. Przecież to ja zwykle jestem na czas, nawet jeśli jestem po czasie, to i tak jestem szybciej niż inni.

Jeszcze dobrze nie zagrzałem miejsca na kanapie, a tu do pokoju wpadło kilka osób z tortem i zaczęli mi śpiewać Sto lat, sto lat. Zatkało mnie z wrażenia, że aż nie wiedziałem co powiedzieć. Ponieważ w tym roku ja nie robiłem urodzin, to znajomi postanowili mi zrobić niespodziankę. Już od czwartku się dowiadywali czy aby na pewno przypadkiem mi się plany na piątek nie zmieniły. A ja kompletnie niczego się nie spodziewałem - o to przecież zresztą chodziło. Kiedy wszystkich tak zobaczyłem to minę miałem taką, za którą nie zapłaci się kartą MasterCard.

Wzruszyłem się :))

Na studiach sam byłem wiele razy współorganizatorem takich akcji, ale nigdy nie byłem z tej drugiej strony. Znajomi obiecali, że za rok też mi zrobią imprezę, ale jej jakość będzie niższa - zamiast tortu będzie mięsny jeż. Ma mnie to zmotywować do wyprawienia urodzin.

Był tort z truskawkami, bitą śmietaną i siedmioma świeczkami (udało mi się go pokroić na równe 16 kawałków), było mojito, było dobre jedzenie, były kolorowe jarmarki. I było po staropolsku, więc na stole królował Krupnik. Nie obyło się też bez wycieczki do sklepu i stania w długiej kolejce, która ciągnęła się miedzy wszystkimi półkami - nie ma to jak całe osiedle zleci się tuż przed zamknięciem.

Bardzo fajna impreza - niespodzianka i nawet impreza nie przeniosła się do kuchni xD

16 komentarzy:

  1. Ejj, no to najlepszego:) I fajnych masz przyjaciół!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie :)))) Wszystkiego NAJ!!!

    PS. Też chcę taka imprezę:) ale nie mam aż tylu znajomych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 10 osób w zupełności wystarcza :)

      Usuń
  3. wszystkiego najlepszego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkiego najlepszego :D!

    Imprezy w kuchni <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkiego najlepszego :)
    Nawet nie wiem jak trafiłam na Twojego bloga ale tak lekko mi się go czyta, że zaczęłam przeglądać od początku. Pewnie zabawię tutaj na dłużej, ponieważ siedzę dopiero na 14.11.2011 więc do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Urodziłeś się w czerwcu? Najfajniejsi ludzie rodzą się w czerwcu :D Wszystkiego najlepsiejszego! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. 100 laaaat :D Spełnienia marzeń nawet tych najskrytszych :)) :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooo i ty z czerwca jestes jak milo :D

    Wszystkiego co najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dołączam się do e-życzeń: Wszystkiego Najlepszego, trochę może spóźnione, ale szczere!

    Nie ma co, znajomi mieli idealny pomysł tego roku :D

    OdpowiedzUsuń
  10. "Zawieść" to się można na kimś. Popracuj też nad szykiem zdań :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a co z tym szykiem zdań wg Ciebie jest nie tak?

      Usuń
  11. suprise-party :) nice :)
    oczywiście wszystkiego najlepszego, ALE sorry - najfajniejsi ludzie to się rodzą w zimie, na ten psikład w grudniu ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. ooo!! Ale super!! Gratulacje :) spełnienia marzeń! :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz bardzo fajnych znajomych. i faktycznie coś w tym jest że najfajniejsi ludzie rodzą się w czerwcu.

    Aga

    OdpowiedzUsuń