Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Śnieżnobiały poniedziałek

Najbliższe cztery dni są sponsorowane przez Krwiodawstwo. Były już 2 dni wykładów, teraz poszli naprzód i zaszaleli fundując nam aż 4 dni ćwiczeń.

Zauważyłem pewną prawidłowość. Dwa tygodnie temu, kiedy miałem wykłady padał śnieg. Dziś zaczynam ćwiczenia i też śnieg pada. Można by to uznać za zaskakujący zbieg okoliczności, nieprawdaż? Jednak aż takie zaskakujące  nie jest, no bo jakby nie patrzeć to mamy styczeń, czyli kalendarzową zimę. Wszyscy się akurat spodziewają śniegu w tym okresie, nawet kangury w Australii, ale z pewnością śnieg zaskoczył drogowców.

Z samego rana zobaczyłem przez okno piękną, śnieżnobiałą pierzynkę, której ciągle przybywało. Nie ma co, będzie ciekawie na drodze. No ale nic nie poradzę na to, że zimę mamy. Zgodnie z porannym planem zjadłem śniadanie, wypiłem kawę, ubrałem się, umyłem zęby, spakowałem się. Odziany w ciepłą kurtkę i czapkę wyruszyłem przez śnieżne zaspy na przystanek.

Ledwo przybyłem na przystanek, a od razu ujrzałem mój autobus. Pomyśleć, że cóż za punktualność w taką śnieżycę. Ale nie do końca... Owszem, zobaczyłem mój autobus, ale jak jechał w przeciwnym kierunku. Tak więc muszę jeszcze zaczekać aż dojedzie do końca i wróci.

Spokojnie, ja mam czas...

No i tak sobie poczekałem bonusowy kwadrans. Przy okazji śnieg mi twarz omiatał. Przejmować się nie miałem czym, bo jeśli ja się spóźnię to inni przecież też punktualnie nie przyjadą. A gdy autobus przyjechał, to w środku było bardzo przytulnie. Tak przytulnie, że nie miałem potrzeby trzymania się uchwytu. Gdyby autobus nagle zahamował to i tak bym na nikogo nie poleciał, bo nie miałem jak się ruszyć. Inną kwestią było to że przez zaparowane okna nie wiedziałem, w którym miejscu trasy jestem. Miesięczny mam to jeździć sobie mogę.

I tak byłem w komfortowej sytuacji. Autobus nie musi się martwić tym, że zwrotnica zamarza i nie można jej przełożyć. Pasażerowie tramwajów nie zawsze mogą sobie pozwolić na taki luksus. Niektórzy dzięki temu mieli dodatkowo poranną wycieczkę krajoznawczą. Wynik miałem niezły, bo byłem punktualnie o 9:05. Rekordziści dotarli o 9:30, więc ja byłem wręcz przed czasem.

O 9:15 zaczęliśmy ćwiczenia od seminarium. Dwie godziny słuchania o historii krwiolecznictwa i jakiś systemach jakości. No jak tu nie zasnąć?! W połowie była jedna 5 minutowa przerwa. Później podzielono nas na trzy podgrupy (nie wiem czemu ja byłem w grupie C, kiedy na ogół bywałem w A, no ale niech będzie moja strata) i miały się odbywać właściwe ćwiczenia. No i były. Tylko czemu ponownie zaczęły się od seminarium, które było jeszcze bardziej nudne od poprzedniego? Na koniec obejrzeliśmy sobie worki z różnymi płynami do przetoczenia i mieliśmy ocenić, które są dobre, a które nie. Najładniejsze było osocze w kolorze malinowego jogurtu.

Druga część ćwiczenia nosiła nazwę: wirusy. Wybraliśmy się do laboratorium serologicznego. Najpierw urządziliśmy sobie po nim wycieczkę i obejrzeliśmy dwie maszyny. Jedna nawet dostała jakąś nagrodę za najładniejszy wygląd. Nie wiem co w niej takiego ładnego było - może te krągłości? Urządzenia owe były od mierzenia czegoś, chyba jakąś fluorescencję oznaczały. W każdym razie ja tam nieco przymarzłem, bo klimatyzacja ostro działała. Dalsza część była prowadzona na siłę. Pani prowadząca by nas chętnie puściła, ale już raz wylądowała przez to na dywaniku u szefowej, że za szybko kończy zajęcia (bo szybko mówi). Z tego powodu spędziliśmy kolejną godzinę na oglądaniu wyników badań pacjentów kwalifikowanych na dawców krwi.

O 14:00 zakończyliśmy pierwszy dzień ćwiczeń. Pani prowadząca wskazała nam przejście służbowe i kazała kierować się na klatkę schodową. A na dole przyczepił się do nas ochroniarz, że tędy się nie wychodzi. No i co ja mam zrobić skoro już wyszedłem?? Wrócić i iść dookoła?? Nie ma to jak poczuć chwilową władzę, której nikt zresztą nie respektuje xD

16 komentarzy:

  1. Uwielbiam Twojego bloga! Chłopcze urody przecudnej ze zgrabnym tyłkiem, dziękuję! Twoje notatki są fantastyczne, i dzięki temu blogowi wiem, co chce robic w życiu. Być lekarzem. Życzę Tobie powodzenia w dalszej karierze lekarskiej ;) Ile ja bym dała żeby trafić do takiego doktora!
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chwal go tak bo obrośnie w piórka :p

      Usuń
    2. już dawno obrósł...

      Usuń
    3. Na szczęście je systematycznie wyrywam to tak ich nie widać :P

      Usuń
    4. współczuje tej syzyfowej pracy...

      Usuń
    5. fakt, lekko nie jest...

      Usuń
    6. to może pora się zmienić?

      Usuń
  2. a weź, zima jak to rok w rok bywa zaskoczyła drogowców, once again ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie zawsze mówią: ' w chwili obecnej jesteśmy przygotowani do zimy' - tylko zwykle takie wieści głoszą w lipcu, bo akurat wtedy są przygotowani :]

      Usuń
  3. Ależ to żadna nowość z drogowcami. U mnie w mieście ostatnio rekordowcy jechali 400 m przez godzinę ! Ludzie chodzili po 10 km, żeby dojść do domu. Ja sama ,żeby dostać się wieczorem z jednego końca miasta na drugi jechałam pociągiem (raptem jakieś 8 km). Niemożliwe nie istnieje ! Ach no i był taki lód, że ludzie na rondzie na łyżwach jeździli :)

    OdpowiedzUsuń
  4. E tam, u mnie w pracy są przyzwyczajeni do tego, że w okresie zimowym czasem zdarza mi sie półgodzinny poślizg, bo tramwaje nie jeżdżą (tak naprawdę to często jeżdżą, ale wstać mi się z wyra nie chce :) )

    OdpowiedzUsuń
  5. Prawda, potrzeba nam takich lekarzy żeby zmienili wizerunek dzisiejszej służby zdrowia. Wczoraj grałam w kalambury. Narysowałam lekarza i nawet nie skończyłam rysować koperty, bo już Ktoś zakrzyknął 'łapówka'.
    Ja tam się za to nie biorę, będę farmaceutką (mam nadzieję). Długopisy za darmo i te sprawy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja bym podawał pacjentom nie osocze w kolorze malinowego jogurtu, ale po prostu jogurt, albo sok malinowy. I taniej i bardziej smacznie i przechowywać w zwykłej lodówce można :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja też ostatnio zaliczyłam spóźnienie, ale w myśl owej zasady prowadząca również :P

    no dopiero co 2h temu jechałam przez dosyć uczęszczaną Politechniki (chociaż może to jest jakaś podrzędna ulica jednak, who knows), która bankowo od dzisiejszej nocy nie została odśnieżona (wnioskuję po ilości śniegu na niej, nie padało w ciągu dnia aż tak bardzo). Dobry drifting gwarantowany :P

    OdpowiedzUsuń