Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

piątek, 27 lipca 2012

Rzymskie metro

Pierwszy raz metrem miałem okazję przejechać się w Warszawie. Bardzo mi się spodobał ten środek komunikacji i ilekroć byłem w tym mieście to zawsze tak podróżowałem, aby przejechać się metrem.

W Rzymie też jest metro. Jednorazowa przejażdżka kosztuje 1,50 euro. Są do wyboru dwie linie: pomarańczowa linia A i niebieska linia B. Przecinają się dworcem głównym Termini. Trzecia linia jest w budowie. W samym Rzymie jest więcej linii metra niż u nas w całej Polsce:P Biorąc pod uwagę panujący w wiecznym mieście chaos drogowy i wieczne korki, to metro wydaje się być najlepszym sposobem, aby przemieszczać się z jednej strony miasta na drugą.

W związku z tym, że podróż metrem mi się podoba, ucieszyłem się kiedy koleżanka mi powiedziała, że będziemy nim zawsze do centrum jeździć. Bardzo szybko mi ta radość przeszła. Tutejsze metro jest delikatnie mówiąc brzydkie (kiedyś już wspominałem i użyłem bardziej dobitnego słowa). Stacje metra są małe, ciasne, nie ma miejsc siedzących i ogólnie za czysto to nie jest. Linia A to jeszcze ma jakieś nowsze wagoniki, ale linia B woła o pomstę do nieba  - wagoniki są stare, pobazgrane w każdym miejscu i ogólnie wywołują odruch wymiotny.

Dodatkowo ja nie wiem skąd się ci Rzymianie biorą. Mimo że w szczycie metro kursuje z częstotliwością co 2-3 minuty to tych rzymianinów jest tyle, że czasami ledwo się wbić do środka można. Prawie jak w Tokio chyba. Znaczy coś z tym Tokio musi być, bo pełno tutaj azjatyckich turystów:P

Dzisiaj to mi się trafiły niezapowiedziane koncerty. Rano kiedy jechałem do miasta, jakaś pani urządziła sobie karaoke śpiewając znane portugalskie piosenki. Miała ze sobą duży głośnik, który taszczyła na wózku podróżnym oklejonym taśmą, do niego podłączony mikrofon, a muzykę puszczała z mp3 i zapewniała ludziom atrakcje w postaci śpiewu, niczym Madonna będąca na stadionie narodowym. A jej dziecko chodziło po metrze i zbierało kasę :]

W drodze powrotnej dla odmiany trafił się jakiś flecista z gitarzystą, tym razem bez śpiewu. Ci na szczęście długo nie uraczyli mnie swoją sztuką i dość szybko przenieśli w inne miejsce.

Dobrze, że przynajmniej jest klimatyzacja w środku to człowiek nie powinien się ugotować z gorąca:P

4 komentarze:

  1. W warszawskich tramwajach masz takie koncerty w wykonaniu rumuńskich 'artystów'...Szczególnie kocham te happeningi gdy wracam zbita jak pies z uczelni, a do tramwaju wsiada taki typ z akordeonem i całą trasę pieje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We Wrocławiu jest zakaz grania w komunikacji miejskiej :P

      Usuń
    2. Widać niektóre władze miejskie są po prostu inteligentne, czego o stołecznych powiedzieć nie można...

      Usuń
  2. Chociaż możemy być dumni z naszego metra :D

    OdpowiedzUsuń