Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

sobota, 5 października 2013

Leczenie transgraniczne - czy to szansa dla polskich lekarzy?

Ostatnio dużo mówi się o dyrektywie unijnej dotyczącej leczenia transgranicznego. 25 października zacznie obowiązywać dyrektywa unijna o leczeniu transgranicznym. Oznacza otwarcie granic dla pacjentów. Zasada jest prosta – możesz leczyć się w całej Unii Europejskiej. Narodowy Fundusz Zdrowia zwraca koszty świadczenia do wysokości, jaką płaci lokalnym szpitalom i przychodniom. Mówiąc najprościej, przechodzisz terapię za granicą, płacisz tam rachunki za wszystkie zabiegi, a po powrocie do Polski składasz wniosek o refundację kosztów leczenia.

Z jednej strony już są obawy, że Polacy uciekną na Zachód. Jednak jak każdy medal, tak i ten ma drugą stronę. Skoro my możemy wyjechać, to równie dobrze ktoś może do nas też przyjechać. W Polsce mogą się przecież leczyć pacjenci z innych krajów członkowskich. Nie od dziś wiadomo, że polscy lekarze odnoszą duże sukcesy diagnostyczne i terapeutyczne, przez co przyciągają do siebie zagranicznych pacjentów (widać to zwłaszcza w strefach przygranicznych). Pracują na takich samych sprzętach medycznych, co ich koledzy po fachu z Niemiec czy Wielkiej Brytanii, przechodzą szkolenia w tych samych zagranicznych ośrodkach i są posiadaczami takich samych certyfikatów. Czemu więc nie leczyć się u nich, skoro taką samą jakość usług można mieć o wiele taniej? Niejednokrotnie taniej nawet o 35-50%, jeśli porównać, przykładowo, koszt operacji plastycznej w Polsce i na Wyspach Brytyjskich.

Przeczytałem ostatnio artykuł na temat Turystyki medycznej i niemieckich pacjentów poszukujących leczenia za granicą. Okazuje się, że Polska znajduje się wśród czterech państw z najlepszą opieką medyczną. Na decyzję o wyborze polskich placówek składa się: wysoka jakoś usług, szybkie terminy zabiegów, możliwość połączenia leczenia z wypoczynkiem i co najważniejsze niższe koszty. Bo przecież to, że coś jest tańsze, nie oznacza, że jest gorsze.

Nie od dziś wiadomo, że koszt leczenia za granicą dla Polaków jest większy i biorąc pod uwagę nasz status majętny, nie wszyscy mogą sobie na taki luksus pozwolić. W przeciwieństwie do krajów zachodnich, gdzie większa ilość pacjentów może sobie pozwolić na wybór placówki leczniczej poza ojczyzną.  Rożnica cenowa bardzo rzuca się w oczy. O tym jaki drzemie w polskiej medycynie potencjał świadczy to iż w tej chwili jesteśmy drugim najchętniej (po Węgrach) odwiedzanym Państwem w ramach turystyki dentystycznej.

Dyrektywa o leczeniu transgranicznym, wbrew obawom, może dla nas okazać się strzałem w dziesiątkę. Pacjenci z zagranicy szukają tańszych alternatyw leczenia, natomiast prywatna służba zdrowia w naszym kraju wychodząc im na przeciw stara się spełnić ich oczekiwania. Turyści medyczni doceniają profesjonalizm polskich specjalistów w zakresie chirurgii plastycznej, stomatologii, a także onkologii, kardiologii czy neurochirurgii. Ponadto korzyścią jest też to, że pacjent spędzający kilka dni na leczeniu w Polsce zasila nie tylko kasę służby zdrowia, ale także inne sektory gospodarki. Opłaca pobyt w hotelu, odwiedza okoliczne restauracje i zapoznaje się z atrakcjami danego miasta (takie jak kina, muzea, galerie itp.). Z jego wizyty korzystają nie tylko kliniki, ale i cała infrastruktura turystyczna. Ale najbardziej korzysta na tym on sam – przede wszystkim otrzymuje usługę medyczną w atrakcyjnej cenie.

20 komentarzy:

  1. W pierwszym momencie przeczytałam "Dyrektywa o leczeniu transgEnicznym" To by było dopiero coś :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Żeby tylko nie skończyło się to tak, że polskie placówki będą zapchane obcokrajowcami, a my będziemy się leczyć herbatką z dziurawca.
    A, przepraszam, ziołolecznictwo zakazane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż takiego wielkiego efektu bym się nie spodziewał. To nie będzie tak że od razu wszyscy będą do nas przyjeżdżać. Ten proces będzie się rozwijał latami i powoli stabilizował.

      Usuń
  3. Rafale nie wiem czy czytałeś wczoraj Super Express, ale był tam wczoraj artykuł o raporcie ONZ dot. jakości służby zdrowia. Na 92 czy 93 badane kraje, nasza ojczyzna zajęła 87 czy jakoś tak miejsce. Wypadliśmy najgorzej wśród wszystkich krajów UE !
    B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie były kryteria?
      Poza tym, to że ogólnie jesteśmy w ich klasyfikacji na którejś tam pozycji, nie znaczy, że każda placówka w Polsce jest tak nisko oceniana.
      Jakbym szukał szpitala zagranicą, to bym robił przede wszystkim rozeznanie jaki to jest ośrodek, i nie patrzyłbym, że jest on w kraju na pozycji x.
      Taki wielki ranking całego świata pokazuje, że ogólnie sytuacja w Polsce nie jest dobra (powszechnie to wiadomo), ale nie można tego przekładać na pojedyncze szpitale.

      Usuń
  4. A rozważyłeś, że w ten sposób ogromna kasa może wypłynąć z NFZ za granicę i niewiele NFZ będzie miał do gadania? Niekoniecznie to nam wyjedzie na dobre, kasy w służbie zdrowia i tak nigdy za dużo nie było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ale przecież i tak będzie opłacane to do takiej sumy, jaka byłaby zapłacona w Polsce (różnicę kosztów pokrywa pacjent). A dzięki temu pacjent będzie szybciej zdrowy (bo nie będzie musiał stać w kolejce) - i to powinno być nadrzędnym celem.

      Usuń
  5. Pewnie, ale tej samej kasy ma starczyć też dla kogoś kto czeka grzecznie w kolejce, bo zwyczajnie go nie stać na opłacenie operacji za granicą (najpierw sam musi wyłożyć pieniądze). A co jeśli on bardziej jej wymagał, a w NFZ pieniędzy już dla niego nie będzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A teraz jest?
      Dlaczego zakładasz, że zaraz wszyscy sobie wyjadą??
      I poza tym dlaczego ktoś jak ma możliwość szybszego powrotu do zdrowia to dlaczego ma z niej nie skorzystać?

      Usuń
  6. Pewnie, niech korzysta. Dyrektywa miała jedynie ujednolicić poziom opieki zdrowotnej na terenie EU. Jak ujednolicić poziom opieki skoro niemiecka służba zdrowia ma ponad 3krotnie większy budżet? Nie wiem jak rozplanować budżet kiedy ilości świadczeń za granicą nie da się nijak oszacować.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli prywatne kliniki w Polsce czeka złota era. Prywatni lekarze pewnie już kupują większe portfele bo pacjenci będą w euro płacić ;) Zobaczymy jak tu się sprawa rozwiąże w kwestii kolejek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rafał mam pytanie, wydaje mi się, że mam pleśniawkę po wewnętrznej stronie ust. Do kogo z tym iść (rodzinny, dermatolog czy stomatolog)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam płukanie j. ustanej siemię lnianym

      Usuń
  9. Stomatolog obejrzy i zaradzi na miejscu. :-)
    ZębOla

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ZębOlo, może daj się wypowiedzieć Panu Doktorowi. :-)

      Usuń
  10. Czekam na to z niecierpliwoscia!! Mieszkam w UK i wydaje kosmiczne pieniadze na leczenie w Polsce... bezskuteczne zreszta, bo chyba 70% lekarzy zapomnialo o przyrzeczeniu lekarskim, a w moim przypadku szczególnie o punkcie ostatnim: "stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić." Noo...pozalilabym sie jeszcze, ale sil i cierpliowsci juz mi brak :) Czy chcialbys skonsultowac moj przypadek Panie lekarzu stazysto? ;) Jest naprawde ciekawy, a ja potrzebuje aniola stróza, który mnie poprowadzi, bo sama juz rady nie daje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe przypadki są dla wielkich profesorów i wybitnych specjalistów, a nie dla prostych stażystów :P

      Usuń
    2. oj tam, oj tam :) od czegos trzeba zaczac! Wiecej wiary w siebie :D
      Cierpie na chorobe Dercuma, ale jakos nikt nie wie jak to ugryzc.. i tak sobie cierpie bez pomocy... A powaznie, jest to cholernie ciezka do zdiagnozowania przypadlosc, bo jest diagnozowana tylko na podstawie objawów klinicznych. Poczytaj ;) moze komus kiedys bedziesz mogl pomóc. Mam mnóstwo opracowan w jezyku angielskim jesli bys chcial, bo po polsku ciezko znalezc cokolwiek, a jak juz cos jest to dawno zdeaktualizowane. I pamietaj lekarzu mlody!!! Zwykle tluszczki moga bolec :)

      Usuń
    3. Wiarę w siebie to ja mam i to nawet dużą. Ale to nie znaczy że interesuję się całą medycyną. Szansa, że taka choroba mi się trafi jest nikła. Jak to mówili nam na ćwiczeniach z laryngologii: choroby częste zdarzają się często, a rzadkie właściwie nigdy. Dlatego wolę na razie dobrze się poznać na tym z czym częściej będę mieć do czynienia. Na rzadkie choroby przyjdzie jeszcze czas (o ile będę takimi chciał się zajmować). Poza tym na blogu jak widać mało piszę o diagnostyce czy leczeniu (właściwie wcale nie piszę o tym), dlatego że jest to blog prywatny a nie specjalistyczny.

      Usuń