Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

czwartek, 20 lipca 2017

"Czarna Madonna"

Najnowsze literackie dzieło Remigiusza Mroza pobrał mi e-book około 1 w nocy z wtorku na środę. Autor w swoich podziękowaniach wyraża nadzieje, że "chociaż raz udało mi się przestraszyć Cię choćby trochę..."


Remigiusz Mróz - Czarna Madonna

Przyznam, że po pierwszym rozdziale przeszedł mnie lekki dreszcz po plecach i odłożyłem lekturę do poranka. No dobra - środa była w planie pracowita i nie chciałem wyglądać jakbym pół nocy nie spał ze strachu.

Ogólnie nie przepadam za powieściami, w których tematyką są egzorcyzmy, podróże w czasie, między wymiarami, zjawiska paranormalne czy siły nadprzyrodzone. Mimo to zdecydowałem się na lekturę "Czarnej Madonny" ze względu na renomę autora.

To że dzisiaj, dzień po premierze, książka jest już dawno przeczytana świadczy tylko o tym, że bezlitośnie wciąga (albo o tym, że jest zbyt krótka). Strach się bać ją odłożyć na później - w końcu to horror.

Autor bardzo dokładnie opisuje wydarzenia na podstawie których stworzył fabułę. Wykreowani bohaterowie świetnie się w nią wpisują. Mimo że ten gatunek literatury jest mi obcy to z łatwością dałem się ponieść historii Filipa i Kingi. Tło wydarzeń jest tak wiernie oddane, że czytelnik naprawdę zaczyna tracić rozeznanie co jest realne, a co nie. Autor zaskakuje dokładną wiedzą na temat symboliki czy wątków religijnych jakie porusza, aczkolwiek nie wyzbywa się przy tym swojego lekkiego stylu jakim zwykł się posługiwać.

I choć jest to samodzielna powieść i nie zanosi się aby była kontynuowana, ale gdyby jednak pojawiła się kolejna część to na pewno bym po nią sięgnął.

Na koniec tylko dodam, że nie mogę się doczekać premiery "Oskarżenia".

23 komentarze:

  1. Bohater przez 7 stron wymiotuję, naprawdę niesamowie przeżycie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przez kilkaset kolejnych pije earl greya – ot i cała historia. :)

      Usuń
    2. Dobrze, że nie pił zielonej herbaty. Tego bym nie zniósł :P

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Fajna książka,
    wgl nie dostałem się na medycynę, czy można prosić o radę?
    Z biologii 60%, chemia 30%
    Czy jest warto czekać rok ?Czy mogą mnie nie przyjąć na studia jeśli poprawię maturę? Bo rok była przerwa?
    Co wybraćzeby w zyciu czuć się jak "lekarz" a tego zawodu defakto nie wykonywać?
    Czy ty dostałeś się na medycynę od razu? Rodzice są lekarzami ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem osobą, którą prosisz o radę, ale postaram się odpowiedzieć na pytanie które postawiłeś, gdyż na większość z nich można udzielić odpowiedzi, która nie będzie oparta na subiektywnych odczuciach.

      Czy warto czekać? To zależy od tego czy czujesz się na siłach żeby osiągnąć próg (w tych latach to jest zaledwie ok. 80% z obu matur na uczelnie dwuprzedmiotowe). Wyniki które podałeś wskazują jednoznacznie na to, że do poprawki idą obie matury, a to nie ułatwia sprawy. Robienie sobie rocznych wakacji w domu dla osób które mają problemy z samodyscypliną zazwyczaj bywa zgubne i wzięcie sobie jakiegoś kierunku dla samej rutyny w życiu bywa korzystniejsze w takich przypadkach.

      Jeśli poprawisz maturę, to żadna uczelnia nie ma podstaw aby nie przyjąć Cię na studia ze względu na rok przerwy. Liczba studentów, którym nie udało się za pierwszym razem jest ogromna.

      Wybór kierunku studiów po to, żeby imitować sobie pracę lekarza, a potem patrzenie na nich podczas współpracy sprawi, że zaczniesz być typem sfrustrowanego pracownika, który będzie chciał na każdym kroku udowadniać ważność swojego zawodu.

      Co do przedostatniego pytania, uzyskałbyś na nie odpowiedź gdybyś dokładnie przestudiował tego bloga - jest tu sporo porad i wiele osób w Twojej sytuacji radziło się o to samo. Rafał nie dostał się od razu na medycynę i przez rok studiował informatykę.

      Pozdrawiam,
      corvus corax

      Usuń
    2. Daj sobie chłopie spokój - po wynikach widać, że nie masz mocy przerobowych.
      A żeby się czuć jak lekarz nie wykonując tego zawodu, to proponuję zatrudnić się we front office jakiejś gównianie płacącej korporacji z masą zdenerwowanych, agresywnych klientów obwiniających cię o wszystko łącznie w suszą w Etiopii.
      Bonusowe punkty za pijanych i z niską higiena osobistą.

      Usuń
    3. Nie informatykę, ale informatykę chemiczną na wydziale chemii. Tak gwoli ścisłości :P

      Usuń
    4. Rafał miał rok przerwy na studiach? Czy poprawiałeś maturę ?

      Usuń
    5. 80% to duże wyzwanie, ale jest możliwe.
      Czy ktoś jeszcze mógł by coś dodać , jak przygotować się żeby się nie zagapić? Chodziliście na korepetycje? Samemu zakuwaliście?

      Usuń
    6. Nie miałem roku przerwy.
      Napisanie matury na 80% to obecnie żadne wyzwanie. Z roku na rok zadania są coraz łatwiejsze i kręcą się wokół tych samych schematów.
      Korepetycje? Strata kasy. Jak ktoś chodził do w miarę dobrego liceum to bez problemu może dobrze zdać maturę i się dostać na lekarski. Tym bardziej że teraz pootwierali w kolejnych powiatach wydziały medyczne.

      Usuń
    7. W moim województwie, Opolskim które jest najmniejsze nie ma wydziału medycznego. Aktualnie skończyłem Liceum bio-chem-fiz. No i nie powiodło mi się na maturze, mimo że szkoła ma co roku srebną rangę... Teraz jest też "nowa matura" ma tak zjebane zadania, że szkoda gadać. Dlatego to pytanie o korepetycje, co robić przez ten rok żeby nie zmarnować a maturę dobrze zdać

      Usuń
    8. Z tego co słyszałem, to w Opolu ma być wydz. medyczny.
      Za moich czasów próg na medycynę był w okolicach 200-230 pkt, czyli wystarczyło mieć maturę z trzech przedmiotów min. średnio po 75%.
      Obecnie progi poszły do góry, a to znaczy, że matura jest prostsza (bo jest), a nie że w liceum są nagle sami geniusze.
      Poza tym jak ktoś chodził do biol-chemu i przez 3 lata się nie nauczył, to czy nauczy się w rok na korepetycjach? Korki mają sens dla osób, które były np. w mat-fiz, a potrzebowały douczyć się biologii i chemii. Osobom po biol-chemie doradzałbym żeby się same uczyły, bo korki to wyrzucanie kasy. Korepetytor się za nikogo nie nauczy i matury nie napisze. Poza tym to świetny trening przed studiami, bo tam też trzeba się samemu uczyć - asystenci nie wykładają wszystkiego i wiele trzeba samemu się douczać.

      Usuń
    9. Ja już skończyłem liceum, wiec trzy lata nie będę się cofać. Będę uczyć się przez rok , może się uda. Co ma być to będzie, ale słyszę, że coraz więcej "lekarzy" poprawiało albo poszło na inny kierunek i wracali na medycynę po roku. Tak wielu się udało. Ja nie pochodzę z rodziny lekarskiej więc jakiś znajomości nie mam na tych uczelniach to też jest minus, jedynie nieżyjący pradziadek był lekarzem ale to już nic nie znaczy, a przecież już go nie ma.

      Usuń
    10. Ucz sie i nie poddawaj,
      Ja i wielu innych lekarzy dostaliśmy się po roku.
      Teraz pracuję, operuję na chirurgii i się cieszę życiem.
      Nie miałem wcześniej pochodzenia lekarskiego, moje dzieci teraz już kują do matury, żeby być lekarzami. Warto coś dla siebie zrobić. Czasem życie jest pod górkę, ale potem w życiu zawodowym robisz to co sobie zapragnąłeś.
      Fajnie czy nie fajnie będzie... zawsze można dobrać zespół, specjalizację. Tym się nie martw!
      Znam od kolegi córka, chciała iść na medycynę z matury; biologii miała podajże 40% a chemia 5% (czyli kiepsko, ale ....) i za rok wyrobiła, teraz się broni i zdobędzie drugi rok medycyny wyd. lekarskiego. Więc trzeba mieć wolę walki.
      Także proszę nie tracić nadziei , tylko sprawnie przeżyć ten rok, żeby się nie zakręcić a iść z wiedzą do przodu.

      Usuń
  3. Dzięki za kolejną opinię!
    PS Po kilku koszmarach stanowczo trzymam się już z dala od tej tematyki... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przydałaby sie książka o służbach specjalnych, temat na topie to WSI...a może coś by się z Normanenstrasse dało...z klimatem Mielke ...

      napiecie byloby niczym ten odwrocony trojkat... ;)

      byłoby to

      Usuń
    2. jeden z moich ulubionych klimatów :)

      Usuń
    3. w jednej z ksiazek mamy scene z likwidowaniem hitlerowcow z karabinu snajperskiego opartego na Mosin ( amunicja z wystajaca kryza luski 7,62 × 54 mm R)

      Tymczasem amunicja Mauserowska ma inna budowe - jak czytam to zaglebiam sie w detale...

      Ta amunicja nie jest zamiennna, tak mi to jakos utkwilo...

      W kazdym razie czekam na jaka sksiazke o granicy wewnatrzniemieckiej i gierkach ludzi towarzysza Mielke z gierkami ludzi od Gehlena....

      Usuń
    4. Jednostki frontowe, regularne - mialy w Wojsku Polskim karabinki mausera. Jednostki rezerwowe, tylowe to niczym Volkssturm, Mannlichery, Berthier, Lebel, i tak dalej...

      Zastanawiam sie czy autor piszac ksiazki konsultuje najdrobniejsze detale z historykami.

      Usuń
  4. Nie wiem dlaczego właściwie pytam Ciebie (bądź kogokolwiek innego z czytelników jeśli zechce udzielic mi rady) skoro nie jest to związane stricte z medycyną, ale darzę dużym szacunkiem Twojego bloga jak i całą Twoją osobę, a generalnie jesteś związany z tym światem więc może coś mi podpowiesz. Obroniłam w tym roku licencjat z elektroradiologii. Studia przyniosły mi dość sporo rozczarowania (chociaż bywały działy, które mi się podobały) odnośnie sytuacji elektroradiologów w Polsce - związanej z nieuregulowanym prawnie zawodem technika i pojawiających się w ostatnich latach licencjatów i magistrów na których defacto w ustawie nie do końca jest sprecyzowane miejsce, a także wszechobecnej niechęci ze strony właśnie techników do nas - studentów na praktykach i zajęciach. Oprócz tego średnio podoba mi się program studiów, gdzie duży nacisk kładziony jest na aspekt kliniczny - który jednak bardziej dotyczy lekarzy radiologów aniżeli elektroradiologów. Jednym zdaniem nie do końca czułam te studia i ten zawód, ale też nie miałam wizji siebie w niczym innym toteż tak dobrnęłam to obrony licencjatu.
    Teraz staję przed decyzją czy kontynuować studia na poziomie magisterskim - z planu studiów wynika jeszcze więcej zajęć klinicznych niż na I stopniu (co nadal jest dla mnie idiotyzmem) więc wiem, że będzie mnie to frustrować tak samo jak nastawienie techników elektroradiologów na praktykach, którzy odnosili się z dużą niechęcią do mnie jako kandydatki na licencjatkę, a co dopiero do osoby która ma już prawo wykonywania zawodu i stara się o tytuł magistra. Drugą opcją na którą składałam papiery i się dostałam jest farmacja. Trzy lata temu w ogóle o niej nie myślałam, teraz to jest impuls ale przeraża mnie że nie podołam z ilością nauki i tym, że skończę studia w wieku prawie 28 lat. Serce mi mówi, żeby spróbować farmacji, ale rozsądek, że nie (również dochodzą tu kwestie ekonomiczne typu dojazdy na zajęcia - na elektroradiologię mam trochę bliżej, a także fakt że całe studia pracowałam, a patrząc na plan farmacji nie pogodzę tego więc znowu będę zdana na "łaskę" rodziców). Nie wiem kompletnie co robić. Nie widzę jakiś super perspektyw w zawodzie elektroradiologa, ale też nie chcę zaczynać czegoś nowego (farmacji) żeby okazało się, że to znowu nie "to", tutaj (elektroradiologia) przynajmniej wiem czego się spodziewać (jak to mówią chu..owo ale stabilnie). Wiem, że brzmi to wszystko jakbym była jakaś niezrównoważona i może po prostu nie nadaję się ani do tego ani do tego, ale kompletnie nie wiem co robić i mam ogromny mętlik w głowie. Mogłabym spróbować rok farmacji i najwyżej po roku to rzucić i pójść na magisterkę z elektroradiologii, ale w sumie szkoda mi tego roku i ludzi z licencjatu, którzy są świetnymi osobami i z którymi dalej bym studiowala jak i tak mam skończyć jako elektroradiolog...

    Pozdrawiam i dzięki za przeczytanie i ewentualną odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z racji tego, że mam dobry humor odsyłam do zakładki opis studiów.

      Usuń