Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

niedziela, 27 grudnia 2015

"Lady Marmalade"

Wieczorową porą spotkałem się moją przyjaciółką (ja naprawdę byłbym zaskoczony gdybyś ty przyszła punktualnie), aby powspominać dawne czasy i planować przyszłe czasy. Zaczęliśmy od zaliczenia ściany płaczu i mogliśmy rozpocząć clubbing. Ze względu na młodą godzinę zaczęliśmy od podwójnego grzańca w Przedwojennej. Zimno nie było, ale mimo to należało się rozgrzać.

Kiedy omówiliśmy moje tegoroczne wycieczki, obejrzeliśmy zdjęcia, to poszliśmy do Konkubinatu. Tam strzeliliśmy kilka rundek shotów. W wydawanej reszcie dostałem kilka kolekcjonerskich dwuzłotówek, które od wielu lat zbieram. Najbardziej do gustu przypadła nam malinówka domowej roboty. Gdy już miałem dobrą opinię o tym miejscu, to została automatycznie zepsuta przez to, że podano nam tequilę gold z cytryną. Sok pomarańczowy mieli w ofercie, ale kawałka pomarańczy już nie. Zepsuło nam to całą zabawę, dlatego poszliśmy w stronę pasażu Niepolda.

Zebraliśmy kilka ulotek na darmowe drinki i inne rabaty, pieczątki na wejście i wyjście. Ludzi za dużo nie było, bo większość studentów porozjeżdżała się na święta. Bardzo zachęcający był tekst ochroniarza w Konkurencji: I tak nie macie po co wchodzić, bo na dole nie ma nikogo. Przynajmniej nie musieliśmy płacić za szatnię.

Godziny mijały i przyszedł czas na kolację. W miejscu, gdzie kiedyś mieściło się Metropolis, zjedliśmy Gzika i popiliśmy Sokiem z gumijagód. Wtedy przyszedł czas, aby wybrać się na jakieś ballare. Szybko osiągnęliśmy satysfakcjonujący poziom przy Caipirihnii i mogliśmy się bawić i szaleć. Muzyka nam nie przeszkadzała, a nawet się podobała.  Kiedy poleciało "Lady Marmalade" to przypomniało mi się jak w gimnazjum robiliśmy mini playback show. Ja wtedy byłem nawet w jury i tak się dziwnie złożyło, że moja klasa wygrała. Nie to, że ja miałem w tym jakiś udział, bo wolałem żeby wygrały dziewczyny z innej klasy, ale pani od polskiego zbojkotowała wyniki. Powiedziała, że ich przedstawienie było za bardzo wyuzdane i nie mogą zająć pierwszego miejsca- kiedy mi (i nie tylko mnie) się bardzo podobało. W ten sposób wygrał Enrique.


 Voulez vous coucher avec moi

Nie mieliśmy jednak siły przebicia i Lambady nie było. Sami jednak sobie na środku rynku puściliśmy. Moja przyjaciółka wyliczyła, że przejście z klubu na przystanek autobusowy zajmie nam godzinę. Początkowo z tą prognozą się nie zgadzałem, ale jak weszliśmy po drodze ponownie do Przedwojennej, a później jeszcze do innych Pijalni wód to faktycznie trochę nam potrzeba było czasu, aby dotrzeć na autobus.

Czy to z zazdrości czy z niewiem czego, na przystanku ktoś chciał sobie bachatę potańczyć. Nie wychodziło im to zbytnio, bo nie mieli obczajonego ruchu bioder. Popatrzyłem się i tylko się uśmiechnąłem. W sumie planowałem w tym roku wrócić na kurs tańca, ale brak czasu mi nie pozwolił. Może w przyszłym roku się uda. Jeszcze kiedyś będę umiał tańczyć tak jak poniżej:


Godzina 11. Sms: "Rafał, mam rozwalony cały telefon jakby tramwaj po nim przejechał". Dziwne, przecież wracaliśmy autobusem, bo tramwaje w nocy nie jeżdżą. Poza tym jej telefon nigdzie nie upadł (w przeciwieństwie do mojego).
"To następnym razem nie zostawiaj telefonu na torach to będzie cały i zdrowy" xD

1 komentarz:

  1. Ataca i La Alemana wymiatają, obejrzy sobie workshopy Daniela y Desiree, to od razu pobiegniesz na kurs bachaty !:)

    OdpowiedzUsuń