Przed przystąpieniem do czytania skonsultuj się ze swoim psychiatrą lub bioenergoterapeutą.

piątek, 31 sierpnia 2012

"Wsiąść do pociągu byle jakiego"

"Wsiąść do pociągu byle jakiego, 
nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet
ściskając w ręku kamyk zielony,
patrzeć jak wszystko zostaje w tyle" 
... tak śpiewała Maryla Rodowicz, więc może warto zrobić z tej piosenki użytek :))

Z wszystkim się zgodzę poza dwiema rzeczami. Wsiądę do pociągu, ale nie byle jakiego, lecz w konkretnym kierunku, i będę akurat dbać o bilet - reszta może być wg Maryli.

Wakacji na walizkach ciąg dalszy, jutro kolejna wycieczka fantastycznymi liniami kolejowymi marki TLK (Totalnie Leniwa Kolejka) - poproszę o ten sam wagon co miałem poprzednim razem, bo wygodny był. Ja to się najeżdżę :P

Kierunek: Stolica po raz drugi, ale tylko na weekend i ciekawe czy ktoś teraz rozszyfruje w jakim celu:P

środa, 29 sierpnia 2012

Trójmiasto

Heloł!! Powrócił Wasz arystokratyczny przyjaciel i wymarzony sąsiad!!

Ostatnie kilka dni spędziłem sobie na obozie naukowym w Trójmieście. Nie powiem, ale atrakcji to mi nie zabrakło. Jeszcze nie dojechałem do Gdańska, a już agresor mi się włączył, gdyż jak wiadomo punktualność nie jest mocną stroną polskich kolejek. Dzięki temu  miałem gratisowe 2 godziny i mogłem zwiedzić wspaniały dworzec w Poznaniu. Przynajmniej pan w w obsłudze klienta zachował się bardzo profesjonalnie i wykazywał ogromną chęć pomocy, co się oczywiście ceni i niestety zbyt rzadko zdarza.

Wiadomo, że polskie morze nie leży w strefie gwarantującą ciepłą pogodę wakacyjną. Jeśli już się zdarzy słoneczko to raczej zupełnie niechcący. Toteż nie byłem specjalnie zaskoczony tym (raczej zasmucony), że krótkich spodenek ani razu nie ubrałem, nie mówiąc już o zażywaniu kąpieli morskich. No ale ja tam pojechałem w celach naukowych, a nie rekreacyjnych, przez co plażowania nie planowałem.

piątek, 24 sierpnia 2012

Kierunek Gdańsk

Ledwo wróciłem do domu, a walizka ponownie jest już spakowana i w kolejną podróż się udajemy. Tym razem jadę na Pomorze, również w celach edukacyjnych. Tam mnie jeszcze nie było!!

Jedynym aspektem, który odrzuca mnie od tej wycieczki jest czas podróży, bo szykuje się 8 godzin w pociągu, o ile wyrobie się z przesiadką i nie będzie dłużej. Szkoda, że OLT upadło właśnie teraz - nie mogli zaczekać jeszcze miesiąc to bym się polansował na lotach krajowych :P

wtorek, 21 sierpnia 2012

Kurs

Wycieczka do stolicy zakończona. W drodze do stolicy trafiłem na pielgrzymów z Częstochowy (myślałem, że jak idą tam piechotą to i piechotą będą wracać). Droga powrotna o wiele wygodniejsza, bo już wracałem samochodem i przystanek końcowy miałem pod własnym domem.

Warszawa trochę się zmieniła od mojej ostatniej wizyty, m. in. zaskoczyła mnie budowa metra przy Dworcu Wileńskim i związana z tym zmiana organizacji komunikacji miejskiej. Ale Pałac Kultury nadal stoi:P Na większe zwiedzanie jednak czasu nie było, więc zdjęć też nie będzie:P Jedynie Dworzec Wschodni obejrzałem - obecnie nie straszy swoim wyglądem jak to było kiedyś.

Jak zostało to już odkryte parę dni temu pojechałem sobie na czterodniowy kurs przygotowujący do ostatniego Lekarskiego Egzaminu Państwowego (LEP). Kurs miał formę wykładów z dziedzin jakie występują na LEPie. Dodatkowo każdy z uczestników dostał materiały z zajęć. A w przerwach kawa i herbata oraz dietetyczny zestaw lunch'owy (widać organizatorzy dbali o moją linię i mój zgrabny tyłek:P) - napoje energetyczne w sklepie po drugiej stronie ulicy.

środa, 15 sierpnia 2012

Kierunek Stolica

Właśnie rozpoczynam kolejną podróż. Tym razem celem jest Warszawa. Nie jadę jednak turystycznie a rzekłbym, że raczej "służbowo" bo dokształcać się będę. Najbliższe 4 dni spędzę na intensywnym kursie. Zwiedzanie i inne atrakcje turystyczne nie są przewidziane w planie wycieczki ze względu na brak czasu do niedzieli.

Gdybym jakiś czas temu zorientował się, że nie posiadam już zniżki studenckiej na wagoniki co wloką się po polskich torach (co i tak jest wg mnie rzeczą absurdalną), to bym dołożył parę groszy wybrał drogę powietrzną. Niebawem kupię sobie świnkę-skarbonkę z napisem: zbieram na wygodną i szybką podróż.

A jak myślę o stolicy to przypomina się skecz Familida w wykonaniu Kabaretu Moralnego Niepokoju:
- Stolica Polski??
- Warszawa.
- Niby słusznie... Niby słusznie... Kasiu, ale gdybyś odpowiedziała Rzeszów...
- Ale czemu Rzeszów??
- Nie wiem, ja tu tylko prowadzę.

wtorek, 14 sierpnia 2012

"Morderstwo w klasztorze"

Skończyłem niedawno czytać drugą książkę jaką sobie sprawiłem w ramach prezentu urodzinowego. Może już wspominałem, ale książka nosi tytuł "Morderstwo w klasztorze".


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

43

Zasadniczo rozmiar mojego buta balansuje między numerami 44-45. Tak mi się przynajmniej wydawało. Bo dzisiaj kiedy kupowałem tenisówki to musiałem poprosić o numer 43, gdyż kolejne były dla mnie zdecydowanie za duże i czułem się jakbym chodził w kajakach.

Ot, maleję się na starość. Pani sprzedająca musiała się zdziwić, że taki duży chłopiec urody przecudnej ma takie drobne stópki. Dobrze że nie mam płaskostopia :D

niedziela, 12 sierpnia 2012

"Nietykalni"

Liczyłem, że moim poprzednim postem wywołam jakąś burzliwą dyskusję, nawet ja nie chciałem od razu odpowiadać na komentarze żeby dać najpierw szansę innym się wypowiedzieć, a tu właściwie cisza. Widać, że wszyscy na wakacjach:D

Owej niedzieli, po obejrzeniu pierwszego filmu, wieczorem zasiedliśmy pod raz drugi przed ekran, aby obejrzeć kolejny film. Na tapetę wyszli "Nietykalni".


piątek, 10 sierpnia 2012

"You don't know Jack"

W niedzielne leniwe popołudnie spędzane na wschodniej ziemi postanowiliśmy sobie obejrzeć film. Wybór padł na film oparty na faktach pt. "You don't know Jack".


środa, 8 sierpnia 2012

Dziki Wschód

Wycieczka do Rzeszowa dobiegła końca. Rano wsiadłem w pociąg i już po 9 godzinach wysiadłem we Wrocławiu. Ahh te szybkie polskie koleje :P Ludzi od cholery w tym pociągu - w Katowicach się wyludniło.

Atrakcji nie zabrakło: była impreza, były rowery, były spacery, było czeskie piwo, była wycieczka do Kazimierza, były filmy, było zwiedzanie, były pyszne lody, był wikt i opierunek i nawet burza z piorunami była. Opiekunka wycieczki spisała się doskonale, uczestnicy również.

Wcześniej myślałem, że Rzeszów to jest daleko (akurat to prawda:P) i nic tam ciekawego nie ma. Okazało się, że byłem w błędzie, bo miasto jest bardzo ładne - przynajmniej ta część która odwiedziłem. Rynek jest ładnie odnowiony, deptak z restauracjami i lodziarniami też się bardzo dobrze prezentuje. Spacerek po wałach nad Wisłotokiem również był przyjemny. I powietrze jakieś takie lepsze, bo żadna alergia mnie nie dopadła przez te kilka dni.  Żeby jeszcze ta pani w kasie na dworcu była bardziej ogarnięta - no ale nie można mieć przecież wszystkiego:P

piątek, 3 sierpnia 2012

Nadgorliwość gorsza od faszyzmu

Składam serdeczne podziękowania panu konduktorowi linii TLK za świetne zdolności matematyczne, bo doliczył się, że mam skończone 26 lat i dzięki temu nie przysługuje mi zniżka dla studentów... ani też na piękną urodę czy oczy. Akurat wiedziałem o tym co sobie uświadomiłem we wtorek w drodze z Poznania, ale nikt nigdy nie patrzył kiedy się urodziłem.

Że też komuś chciało się te lata i miesiące liczyć. Tyle osób w tym pociągu było. Na pewno był ktoś inny kto nie miał biletu, a konduktor musiał się czepić akurat mnie:P Nadgorliwość gorsza od faszyzmu.

Na moje szczęscie zrobiłem smutną minę pt. "W lodówce mam tylko światło, na bilet ledwo uzbierałem i naprwdę, ale to naprwdę nie ma za co dopłacić do biletu". Bo akurat nie miałem za co:]
A w myslach brzmiało to tak: "No jeszcze czego!! Klimatyzacji nie ma, pociąg zapchany po same brzegi, w dodatku pociąg opóźniony a pan tu twierdzi, że ja oskubałem przewoźnika bo sobie przez jakieś 500km przejechałem jako student!!" Na szczęście skończyło się na ustnym poczuceniu, bo panu konduktorowi zrobiło się żal takiej ofiary losu jak ja, ale zaznaczył że jak w drodze powrotnej na niego trafię i będę mieć bilet ze zniżką to już mi nie podaruje :P

Udało mi się dojechać do Rzeszowa. Z lekkim opóźnieniem, bo jakieś 25 minut w plecy.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Rzeszów

Był Zachód. Czas na Wschód. Jutro z rana wybieram się w okolice Związku Radzieckiego, czyli jadę do Rzeszowa w odwiedziny do koleżanki z roku. Po tamtej stronie świata mnie jeszcze nie było.

9 godzin w podróży zapowiada się fascynująco... nie ma to jak super szybkie polskie koleje:P ciekawe jakie będę mieć opóźnienie, bo zapewne z tych upałów tory zaczną się topić :P
Dobrze, że mam lekturę do czytania :))

środa, 1 sierpnia 2012

"Z ziemi włoskiej do polskiej"

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. 

15.35                                       17.50
Rzym Ciampino       -        Poznań Ławica

18.55                                      22.25
Poznań Główny           -       Wrocław Główny

I powrócił.

poniedziałek, 30 lipca 2012

Ostatnie pakowanie

Pakowanie w drogę powrotną jest z reguły łatwiejsze. Przynajmniej nie trzeba wybierać tego co należy zabrać ze sobą. A niektórych rzeczy ubywa, bo wiadomo przecież że tubka pasty do zębów wieczna nie jest. No ale zrobiłem też małe zakupy, które jednak ważą (dziwnie musiałem wyglądać na dziale warzywnym ważąc butelkę oliwy z oliwek) i gdzieś należy je zmieścić, co może być kapeczkę problematyczne :P

Ostatnie spojrzenie na Watykan, ostatnie rzut okiem na Koloseum, ostatnie dwa zdjęcia pod Fontanną di Trevi i na szczęście ostatnia przejażdżka rzymskim metrem wypchanym po brzegi azjatyckimi turystami:]
Btw. Dziś w metrze był saksofonista, a córeczka wykonywała układ choreograficzny.
Przyszedł już czas opuścić Wieczne Miasto - tym bardziej że buty, które zwykłem eksploatować w czasie zwiedzania dziś się już prawie rozleciały.

Przyznam, że Rzym ładnym miastem jest i zrobił na mnie wrażenie. Niesamowite jest przechadzać się uliczkami i co chwilę natykać się na jakąś starożytną świątynię czy pomnik z jakimś Rzymianinem, który jest na wyciągnięcie ręki i każdy może sobie dotknąć. I w porównaniu do Perugii jest mniej górzysty.

Pewnie kiedyś jeszcze tutaj wrócę, wszak zostało jeszcze do odkrycia wiele starożytnych ruin przede mną.

niedziela, 29 lipca 2012

Polski obiadek

Siedząc już 3 tygodnie na obczyźnie, objadając się pizzą i makaronami, zachciało nam się z koleżanką polskiego obiadu, najlepiej takiego złożonego z dwóch dań, a co! Taki chwilowy patriotyzm nam się udzielił xD Na tę okazję wybraliśmy się wczoraj do hipermarketu po zasadnicze sprawunki. Kupiliśmy kilogram kartofli i buraczki tarte firmy "Rolnik" (nie wiem czemu myślałem, że są marki "Pudliszki"). Mieliśmy do wyboru jeszcze gołąbki ze słoika - zastanawiam się czy Włosi cokolwiek kupują z naszych produktów kiedy etykiety są tylko po polsku i oni nie wiedzą co tam w środku mogą znaleźć. Do tego powinien oczywiście być kotlet schabowy, ale my zdecydowaliśmy się na pierś z kurczaka, bo akurat mieliśmy jej nadmiar w domu.

Przygotowanie tradycyjnego polskiego posiłku, mając nawet główne produkty nie jest wcale takie proste. Obieranie ziemniaków tępym nożem nie należy do przyjemności - niestety nie mieliśmy na stanie obieraczki, za to otwieraczy do butelek aż nadto. Później się okazało, że nie mamy tłuczka do mięsa. Wałek do ciasta nie spełnił się w tej roli - dziwne, bo wiele razy kobiety wykorzystują go, aby tłuc nim swoich mężczyzn po głowach wracających nad ranem po całonocnej libacji przy pokerku u kolegi.

sobota, 28 lipca 2012

Piątek w stylu retro

Wybraliśmy się wczoraj na imprezę. Wielkie to wydarzenie było, bo planowane już od środy. Zapisaliśmy się na listę gości, więc mogliśmy rozpocząć przygotowania na wielki wieczór. Z tej okazji po raz pierwszy tutaj przywdziałem długie spodnie w beżowym kolorze.

Po wstępnym biforze na mieszkaniu, pięknie wystrojeni, udaliśmy się w miejsce spotkania pod Koloseum. Tam czekało na nas jeszcze trzech Polaków, Chorwatka i Szwajcarka. Jak przystało na nas to musieliśmy się spóźnić jakąś godzinę. Oficjalna wersja była taka, że autobus nie przyjechał, a później metro nam uciekło. Nieoficjalnie wiadomo, że jak się we Włoszech umawia na 22.30 to jest to taka godzina orientacyjna - my akurat wtedy wyszliśmy z domu.

Dotarliśmy pod klub. W sumie klub to zbyt dużo powiedziane. Impreza pod gwiazdami była. Udaliśmy się pod bramkę dla VIPów, bo przecież na liście gości jesteśmy, to ominiemy tą kolejkę co jest przy wejściu. Oczywiście szybko sprowadzono nas na ziemię i nie wiedzieć czemu my też mieliśmy się w tej kolejce ustawić. Jak się okazało hasło dnia Roma piu nie było hasłem dla VIPów, ale tylko po to żeby w ogóle wejść na imprezę. Ale później i tak siedzieliśmy w loży VIPowskiej.

piątek, 27 lipca 2012

Rzymskie metro

Pierwszy raz metrem miałem okazję przejechać się w Warszawie. Bardzo mi się spodobał ten środek komunikacji i ilekroć byłem w tym mieście to zawsze tak podróżowałem, aby przejechać się metrem.

W Rzymie też jest metro. Jednorazowa przejażdżka kosztuje 1,50 euro. Są do wyboru dwie linie: pomarańczowa linia A i niebieska linia B. Przecinają się dworcem głównym Termini. Trzecia linia jest w budowie. W samym Rzymie jest więcej linii metra niż u nas w całej Polsce:P Biorąc pod uwagę panujący w wiecznym mieście chaos drogowy i wieczne korki, to metro wydaje się być najlepszym sposobem, aby przemieszczać się z jednej strony miasta na drugą.

W związku z tym, że podróż metrem mi się podoba, ucieszyłem się kiedy koleżanka mi powiedziała, że będziemy nim zawsze do centrum jeździć. Bardzo szybko mi ta radość przeszła. Tutejsze metro jest delikatnie mówiąc brzydkie (kiedyś już wspominałem i użyłem bardziej dobitnego słowa). Stacje metra są małe, ciasne, nie ma miejsc siedzących i ogólnie za czysto to nie jest. Linia A to jeszcze ma jakieś nowsze wagoniki, ale linia B woła o pomstę do nieba  - wagoniki są stare, pobazgrane w każdym miejscu i ogólnie wywołują odruch wymiotny.

czwartek, 26 lipca 2012

Canale Grande

Wizyta w mieście kanałów zaliczona. Wczoraj dojechałem do Rzymu - dla odmiany tym razem z półgodzinnym opóźnieniem i to pociągiem bezpośrednim.

Wenecja jest naprawdę piękna. Pogoda dopisała, bo słońce zbyt mocno nie grzało, pierwsza część dnia była pochmurna, więc jak przyszedł czas na odpoczynek to słońce dopiero wychodziło. A później do wieczora już spokojnie można było spacerować. No i oczywiście warto zobaczyć Wenecję nocą, kiedy budynki są podświetlone. Dwa dni to trochę mało na jej zwiedzenie, dlatego zostało tam kilka miejsc (m.in. pałac Dożów i okoliczne wysepki), które planuję odwiedzić w bliżej i dalej nieokreślonej przyszłości. Ale po Canale Grande się przepłynąłem, zdjęć pamiątkowych napstrykałem co nie miara. Walorów zapachowych na szczęście nie uświadczyłem.